Decydujący rok

 Nowo rozpoczęty rok będzie dla Polski przełomowym - to truizm, z którego zdaje sobie sprawę każdy obserwator naszej polskiej codzienności. Waga 2019 roku zawiera się nie tylko w wyborach, które niebawem będą miały miejsce, a które, jak zgodnie twierdzą znawcy z prawa i lewa, zadecydują nie tyle o składzie i programie kolejnego rządu RP, ale o przyszłości ustrojowej Polski w ogóle. Nie są odosobnione głosy mówiące, że politycznie rok 2019 będzie najważniejszy od 30 lat, czyli od początku transformacji ustrojowej. Na pewno ta okrągła rocznica będzie dobrą okazją do głębszej refleksji i odpowiedzi na pytanie, czy jako kraj zmierzamy w dobrym kierunku. Zwłaszcza że od 2015 roku ten kierunek zmienia się diametralnie. 30 lat temu entuzjastycznie ruszyliśmy w stronę Zachodu, choć dosłownie i w przenośni droga była wyboista i trudna. Dziś nasze drogi są zdecydowanie lepsze niż choćby w latach 90., ale to raczej nie one sprawiają, że coraz szybsze jest tempo, w jakim nasz kraj politycznie i mentalnie wraca „na wschód", do słusznie minionego PRL-u.

Przed nami jednak kilka ważnych rocznic, które - bardzo bym tego chciał - skłonią nas wszystkich do refleksji. 30 lat temu, Joanna Szczepkowska z niekłamaną radością ogłosiła, że 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm. 20 lat temu Polska przystąpiła do NATO, 15 lat temu staliśmy się częścią Unii Europejskiej. To wielkie wydarzenia w naszej historii - nie mam co do tego wątpliwości. Ale rok 2019 to jeszcze jedna rocznica dająca do myślenia. 80 lat temu wybuchła II wojna światowa - niszcząca i okrutna. Dla wielu to pewnie prehistoria, która niewiele wnosi do teraźniejszości. Łatwo przyzwyczajamy się do dobrego i nie zastanawiamy się nad tym, że my, -50-, 60-latkowie, jesteśmy pierwszym pokoleniem Polaków od tysiąca lat, które nie doświadczyło bezpośredniego okrucieństwa wojny. Tego szczęścia nie mieli nasi rodzice. Nasze dzieci wojnę widziały w telewizji, ale czy uchronimy je przed jej dramatem w najbliższych latach? W kontekście II wojny światowej rzadko mówimy o Unii Europejskiej, a to duży błąd. W końcu to właśnie okrucieństwa wojny stały się genezą współpracy pomiędzy dotychczasowymi zapiekłymi wrogami, współpracy, która miała zapobiec powtórce tragicznych wydarzeń. Zaczęło się od pomysłu wspólnej francusko-niemieckiej polityki surowcowej - w końcu rywalizacja o surowce - węgiel i stal - nie raz była powodem zbrojnych konfliktów. Francja i Niemcy oddały część swojej suwerenności na rzecz pokoju i dla wspólnych korzyści.  Dołączyli inni, a Europejska Wspólnota Węgla i Stali dała początek dzisiejszej Unii Europejskiej. Do niedawna także Polacy byli przekonani, że nic lepszego nad przyjęcie naszego kraju do tego elitarnego klubu i współdecydowanie o losach Europy nie mogło nas spotkać. Dziś jednak wmawia się nam, że Unia to zniewolenie i drugi ZSRR.

O tym, jak wielu uwierzyło w to kłamstwo, albo jak prezydent Duda uważa Unię za „wyimaginowaną wspólnotę", która zmusza nas do używania energooszczędnych żarówek, przekonamy się za kilka miesięcy. 2019 rok może być decydujący dla przyszłości Unii Europejskiej. W maju odbędą się wybory do Parlamentu Europejskiego. Nie tylko w Polsce, ale także w innych państwach należących do UE, coraz głośniejsze są antyunijne formacje, które jeszcze niedawno chciały wyprowadzać swoje kraje z Unii, a obecnie prezentują nową strategię. Próbując tworzyć wspólny front, ubierają się w piórka zatroskanych, ich zdaniem, złym stanem Wspólnoty i głoszą potrzebę jej reformy. Reformy, dodajmy, która oznaczać będzie ni mniej ni więcej, koniec Unii Europejskiej. Niczego dobrego nie wróżą egzotyczne sojusze francuskich, niemieckich, włoskich i innych środowisk populistyczno-narodowych, zwanych roboczo „międzynarodówką Putina", które dzieli wszystko oprócz woli zniszczenia Unii Europejskiej. I podczas gdy jedni nieświadomie wpisują się w plany Rosji, inni, jak np. Austriacy za sprawą współrządzącej ksenofobicznej Wolnościowej Partii Austrii, określani są „wręcz klinicznym przypadkiem fatalnego zauroczenia Putinem". Dodajmy, że partia ta uważana jest za spadkobierczynię NSDAP (swoją drogą, Hitler w 1938 witany był przez Austriaków entuzjastycznie bo, używając współczesnej terminologii, miał ich podnieść z kolan). Niszczy się łatwiej niż buduje, a co uda się zbudować na gruzach Unii tym wszystkim, których egoistyczne sny o potędze łączą się z niespełnionymi aspiracjami? Jaka będzie ta „Europa Narodów", którą chcą budować przeciwnicy Unii Europejskiej, gdy już zniszczą Wspólnotę i „podniosą się z kolan"? Co mogą zbudować nacjonaliści niemieccy, gdy już wstaną z kolan („godnościowa" partia, która do tego dąży, w ostatnich wyborach weszła do Bundestagu), Włosi wstający z kolan, Francuzi - też podobno wciąż na kolanach (według Marine Le Pen), populiści znad Wisły, którzy od kilku lat niczego innego nie robią, tylko podnoszą się z ruiny i wstają z kolan?

Jaka będzie Polska, jaka Europa 1 stycznia 2020 roku? Na pewno każdy z nas chciałby żyć w przewidywalnym i bezpiecznym miejscu. O tę przewidywalność i bezpieczeństwo jest jednak coraz trudniej, mimo że historyczne analogie do tego, co już przeżyli w XX wieku Polacy i Europejczycy nasuwają się same.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego