Wina Kalinowskiego

 Kilka tygodni temu dzieliłem się z Państwem zawiłościami i refleksjami dotyczącymi trwającego formowania się Komisji Europejskiej, nawiązując także do polskiej kandydatury do objęcia teki komisarza ds. rolnictwa i jego planowanego przesłuchania w Parlamencie Europejskim, zgodnie ze standardową procedurą. Przebieg przesłuchania Janusza Wojciechowskiego w Parlamencie Europejskim odbił się szerokim echem w polskiej debacie publicznej ze względu na dość zaskakujący przebieg. Losy tej kandydatury okazały się być bardzo niepewne, a ostateczna akceptacja uzyskana została dopiero po pisemnych wyjaśnieniach i dodatkowym przesłuchaniu. Chyba nikt nie spodziewał się, że wystąpienie Janusza Wojciechowskiego będzie tak rozczarowujące i niekonkretne. Ja też nie spodziewałem się, że zostanę wskazany jako główny winny słabego wystąpienia Wojciechowskiego, tym bardziej, że od początku deklaruję poparcie dla tej kandydatury.

Co takiego uczyniłem, że Nowogrodzka najpierw palcem wskazującym Zbigniewa Kuźmiuka, następnie Beaty Szydło, a w końcu samego prezesa wskazała na mnie jako winnego porażki Wojciechowskiego, co zresztą uruchomiło lawinę hejtu, który obrońcy „dobrej zmiany" skierowali w moją stronę? Okazuje się, że nie trzeba wiele, by zyskać etykietę zdrajcy, który rzekomo próbuje blokować i utrącać słuszne polskie kandydatury. Wystarczy, że PiS-owski kandydat na własne życzenie skompromituje się i poniesie porażkę, a winnym ogłosi się kogoś innego. Tak było niestety w tym przypadku.

Wystąpienie Janusza Wojciechowskiego powszechnie uznane zostało za bardzo słabe i ogólnikowe. Sam zresztą przyznał, że nie wypadł dobrze. Zamiast konkretnie odpowiadać na pytania posłów z parlamentarnych komisji rolnictwa i środowiska, Janusz Wojciechowski powtarzał, że ma „długoterminową wizję" - na czym ona jednak miałaby polegać, do dziś nie wiadomo. Parlament Europejski pracuje nad rozwiązaniami prawnymi, które trafiają tu właśnie z Komisji Europejskiej, jest więc oczywiste, że posłowie chcieli dowiedzieć się, jaką wizję, poglądy i pomysły dotyczące europejskiego rolnictwa ma kandydat na komisarza ds. rolnictwa - po to zresztą jest procedura przesłuchania. Czy będzie popierał rolnictwo ekologiczne? Czy skłania się bardziej ku gospodarstwom wielkopowierzchniowym? Co myśli o dopłatach bezpośrednich? Zamiast konkretnych odpowiedzi, usłyszeliśmy banały i ogólniki. Przysłuchujący się Wojciechowskiemu, a w większość z nich początkowo była do niego życzliwie nastawiona, coraz bardziej niecierpliwili się jego pustymi odpowiedziami, z których nic nie wynikało, na co zresztą zwracali uwagę: „nie otrzymałem odpowiedzi", „to nie jest odpowiedź na moje pytanie" - to była chyba najczęstsza reakcja rozczarowanych i zdumionych posłów. Zachęcam, by osobiście zapoznać się chociaż z fragmentem ponad 3-godzinnego przesłuchania, by przekonać się, o czym mowa. Przesłuchania wszystkich kandydatów dostępne są np. na internetowej stronie Parlamentu Europejskiego.

Pośród kilkudziesięciu pytań, pojawiło się też moje - o co pytałem, nie było tajemnicą. Pisałem o tym w „Nowym Wyszkowiaku". Sam Janusz Wojciechowski także nie mógł być zaskoczony moimi pytaniami, bo rozmawialiśmy o tym wcześniej, podczas roboczego spotkania z grupą posłów Europejskiej Partii Ludowej. Co ciekawe, dziękował mi wtedy za poparcie. Poruszyłem kwestię niezwykle ważną dla europejskich, zwłaszcza polskich rolników, pytając, jak zamierza obronić ich przed mechanizmem, który chce wprowadzić jego przyszła szefowa, czyli Ursula von der Leyen. Przypomnę, że większość nominatów Komisji Europejskiej, na czele z jej przewodniczącą, forsuje powiązanie wypłaty funduszy z przestrzeganiem przez państwa członkowskie zasad praworządności (pisałem o tym poprzednio). Moje drugie pytanie dotyczyło wprowadzenia definicji „aktywnego rolnika", które pozwoli ukierunkować dopłaty dla osób rzeczywiście zajmujących się produkcją rolną. Na początkowym etapie prac nad reformą wspólnej polityki rolnej polski rząd był przeciwny temu rozwiązaniu. Tu też stała się jednak rzecz zdumiewająca, bo Zbigniew Kuźmiuk, który po tym przesłuchaniu zaczął oskarżać mnie o ataki na Wojciechowskiego, podczas drugiego przesłuchania przejął moje pytanie i opinię dotyczącą „aktywnego rolnika"! Zapytał Wojciechowskiego o korzyści płynące z wprowadzenia takiej definicji i zasugerował, że byłby to świetny pomysł. Trudno o bardziej oczywisty przykład hipokryzji. Podczas pierwszego przesłuchania, gdy, zadając powyższe pytania, próbowałem rzekomo zablokować kandydaturę Wojciechowskiego, jego parlamentarni koledzy siedzieli cichutko. Języki pełne kłamstw rozwiązały im się dopiero przed mikrofonami dziennikarzy.

W tym wszystkim ciekawy jest też wątek wyrównania dopłat bezpośrednich. Chyba każdy nad Wisłą słyszał, jak Jarosław Kaczyński chwalił się, że PiS wyrówna dopłaty bezpośrednie. Służyć do tego miała teka komisarza rolnego. Zapytany o tę kwestię w Brukseli, Wojciechowski odrzekł jednak, że nie są to kompetencje komisarza ds. rolnictwa. Co innego mówią tu, na miejscu, co innego głoszą w Brukseli. Słuchając, co opowiadają politycy partii rządzącej, można odnieść wrażenie, że nie bardzo rozumieją, na czym polega ta funkcja. Fakt, że unijny komisarz zmuszony jest dbać tak samo o interes polskiego, jak francuskiego, włoskiego czy niemieckiego rolnika, może być gorzką pigułką do przełknięcia dla tych wszystkich egocentrystów, którzy uważają Polskę za centrum wszechświata.

Unię Europejską tworzy prawie 30 państw i naprawdę nie jest tak, że wszyscy na okrągło mówią w Brukseli tylko o Polsce i budzą się z myślą, jak by tu zaszkodzić polskiemu rządowi, w co chyba wierzy wielu naszych rodaków. I jeżeli ważyły się losy kandydatury Janusza Wojciechowskiego, to nie dlatego, że to polski kandydat, a dlatego, że to kandydat, po którym spodziewano się więcej. Podczas drugiego, warunkowego przesłuchania, Wojciechowski wypadł lepiej. Tajemnicą poliszynela jest jednak fakt, że jednym z argumentów za przyjęciem tej kandydatury była obawa, że w przypadku jej odrzucenia, Warszawa przyśle gorszego kandydata. A wiadomo, że, zgodnie z traktatami, na każde państwo członkowskie „przypada" jeden komisarz.

Jako poseł do Parlamentu Europejskiego nie głosuję nad poszczególnymi kandydaturami, więc usilnie przypisywana mi moc sprawcza, jeśli chodzi o blokowanie i utrącanie kandydatów, jest żadna. My, posłowie, możemy zapytać kandydatów o interesujące nas kwestie, które dotyczą naszej codziennej pracy. O akceptacji bądź odrzuceniu kandydatur decydują koordynatorzy poszczególnych grup politycznych. Jako posłowie będziemy głosować jedynie en bloc nad całym proponowanym składem Komisji Europejskiej.

Jarosław Kalinowski