Prezydent czasów zarazy

10 maja miały odbyć się w Polsce wybory prezydenckie. I niby wiadomo było od wielu tygodni, że nie sposób ich zorganizować tak, by były bezpieczne dla zdrowia i życia obywateli, to jednak władza parła do nich niczym taran, nie zważając na nic, a już najmniej na to, by były powszechne, równe, tajne i bezpośrednie. Konstytucja, na którą rządzący dziś chętnie się powołują, choć całkiem niedawno bez skrupułów ją łamali, daje kilka możliwości, by zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem przesunąć termin wyborów na czas bezpieczny dla obywateli. Mimo to PiS forsował absurdalny pomysł „wyborów pocztowych”, doprowadzając do sytuacji, w której na kilka dni przed zaplanowanymi wyborami, 30 mln uprawnionych do głosowania Polaków wciąż nie wiedziało, czy wybory w ogóle się odbędą i w jakiej formie. Na kilka dni przed wyborami nie było nawet przepisów, na podstawie których miałyby się odbyć, choć karty wyborcze nie tylko się już drukowały, ale podobno nawet fruwały po ulicach. A gdy wyborcze szaleństwo trwało w najlepsze, ten, dla którego cała ta wyborcza maskarada była organizowana, milczał.

Pozostaje dla mnie zagadką, co prezydent Andrzej Duda sądzi o wyczynach swoich partyjnych kolegów, robiących wszystko, by utrzymał swoje stanowisko na kolejne 5 lat. Co prezydent RP sądzi o wyborach, które nie tylko organizowano w sposób urągający ludzkiemu rozsądkowi, które w proponowanej formie zagrażały zdrowiu i życiu obywateli i uniemożliwiały znacznej części wyborców wzięcie w nich udziału? Obywatele mają prawo wiedzieć, czy prezydent ich państwa – nomen omen doktor prawa i kandydat w wyborach – uważa, że to normalne i uczciwe, że prawo do organizacji wyborów przypisali sobie rządzący politycy – jego koledzy, w tym jeden, którego na początku swojej kadencji ułaskawił w dość wątpliwy sposób. Czy Andrzeja Dudę nie dziwi, że wybory organizuje Poczta Polska a nie Państwowa Komisja Wyborcza? Skoro Poczta może to dlaczego nie Orlen albo inna spółka rządzona przez ludzi PiS? Czy uważa, że uczciwym jest, że jako jedyny kandydat może prowadzić kampanię wyborczą, choćby lansując się w mediach – z nazwy publicznych?

Andrzej Duda miał wiele okazji, by odnieść się do powyższych kwestii. Najlepsza była chyba na początku tygodnia, gdy opinię publiczną zelektryzowała nowina, że z samego rana prezydent wyda bardzo ważne oświadczenie. Co niektórzy zaspani po długim weekendzie Polacy przecierali pewnie oczy ze zdumienia, gdy o 8 rano w poniedziałek prezydent urządził sobie pogadankę o … gazociągu Baltic Pipe i wycieczkach do Norwegii. O wyborach się nie zająknął. I tak po raz kolejny okazało się, że nie kto inny tylko sam Andrzej Duda najmocniej uderza w sprawowaną przez siebie funkcję.

Niestety całkowite odarcie urzędu prezydenta z należnego mu autorytetu i powagi umieścić trzeba na szczycie listy szkód, jakie wyrządził Polsce Andrzej Duda. Chyba najwięksi pesymiści nie przewidzieli, że będzie to tak fatalna prezydentura. Na jej starcie Polacy wiedzieli niewiele - tyle, że prezydentem została osoba wcześniej szerzej nieznana, ale namaszczona przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Pięć lat funkcjonowania Andrzeja Dudy w pałacu prezydenckim pokazało, jak słuszne, z perspektywy Nowogrodzkiej, było to posunięcie. PiS zyskał w osobie prezydenta wygodne narzędzie, pozwalające  realizować Jarosławowi Kaczyńskiemu najbardziej absurdalne scenariusze polityczne bez brudzenia sobie rąk i ponoszenia odpowiedzialności konstytucyjnej. W roli bezrefleksyjnego wykonawcy woli partii Andrzej Duda wyjątkowo dobrze się sprawdza.

Tak też zostanie zapamiętana ta prezydentura – jako nieustanna gotowość do podpisywania wszystkiego, co PiS położył na biurku Andrzeja Dudy. Nieważne gdzie – może to być nawet peron w Końskich, gdzie szybciutko przywiezie się kawałek biurka – byle tylko prezydent mógł być uwieczniony na zdjęciu z długopisem w ręku, pochylony nad ważnymi ustawami. Nieważne jakie ustawy trzeba podpisać i jak bardzo niekonstytucyjne – prezydent nie jest wybredny i podpisuje właściwie wszystko. Czasami tylko wydaje się kręcić nosem i sprawia pozory zwlekania, jak w przypadku ogromnej subwencji dla telewizji publicznej. Prezydent mógł podjąć jedyną słuszną decyzję, by miliardami złotych wspomóc polską onkologię będącą w dramatycznej sytuacji, wspomógł jednak propagandową świtę Jacka Kurskiego. Wracając jednak do gotowości prezydenta do autoryzacji wszystkiego, co robi PiS, trzeba dodać, że jego oddanie partii-matce jest całodobowe. Zważywszy jak często pracuje pod osłoną nocy, Andrzej Duda to prawdziwy nocny marek. W środku nocy odbiera, na przykład, ślubowania od wybrańców na ważne państwowe stanowiska, choćby sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Nominacja Krystyny Pawłowicz i Stanisława Piotrowicza była tak tajna (a może tak wstydliwa?), że brak nawet typowej pamiątkowej fotografii z tej uroczystości.

Gdy Andrzej Duda nie przyjmuje pod osłoną nocy gości w pałacu prezydenckim, zazwyczaj bryluje na gminnych festynach, gdzie pełen pasji wygłasza nienawistne przemówienia obrażające Polaków. Od niedawna prezydenta RP można też spotkać na TikToku – portalu, na którym młodsze pokolenia publikują zabawne filmiki. Może środek dramatu, w jaki miliony Polaków wpędziła panująca epidemia, to nie najlepszy czas na to, by prezydent ćwiczył warsztat tworzenia zabawnych filmików, jednak Andrzej Duda sam zapewniał, że uczy się wszędzie, zawsze i wszystkiego – w mieszkaniu, w samochodzie, w samolocie, uczy się tego, co ma powiedzieć i tego, co będzie chciał kiedyś powiedzieć. Nie dziwmy się więc, że z takimi ambicjami i zapałem nagle – mimo niesprzyjających okoliczności - postanowił nauczyć się obsługi TikToka. Szkoda że pochłonięty naukami nie zauważa nie tylko tragedii i obaw Polaków, ale ślepy pozostaje też na cyrk, jaki rozgrywa się wokół szykowanych wyborów na urząd, który aktualnie sprawuje. Nie zauważa i nie reaguje, ale na to ostatnie chyba nikt już nie liczy. Prezydent od dawna nie stoi na straży porządku.

Jak jednak ma bronić polskich obywateli, skoro sam raczej nie do końca zdaje sobie sprawę, co dzieje się wokół niego? Słynne już oświadczenie prezydenta dotyczące, jak się okazało, Baltic Pipe, poprzedziły domniemania dziennikarzy, spekulujących, że Andrzej Duda poda się do dymisji – wtedy zgodnie z prawem można byłoby przesunąć wybory na wakacje. Jak zwykle rozbawiony prezydent zadrwił z tych spekulacji. Była to ciekawa reakcja, zważywszy że prezydent zazwyczaj ostatni dowiaduje się, jakie plany względem niego mają jego mocodawcy.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

(maj 2020)