Teki - dopłaty - polityka

 Od kilku tygodni trwa formowanie nowej Komisji Europejskiej, nieformalnie zwanej rządem Unii Europejskiej. Komisję tworzy tylu komisarzy, ile jest państw członkowskich -ergo na każde państwo członkowskie przypada jeden komisarz, którego kandydaturę proponuje rząd. Kampania rzekomego sukcesu, jaki miał w tej sprawie odnieść polski rząd poprzez wywalczenie teki dla Polaka, po raz kolejny wprowadza w błąd - teka komisarza po prostu należy się Polsce, ktokolwiek by nie rządził i jest to oczywista oczywistość, a nie sukces. Cieszę się jednak, że w Komisji Ursuli von der Leyen akurat Polak ma objąć tekę rolnictwa. Kandydatem do objęcia tej szczególnie ważnej dla polskich rolników funkcji jest Janusz Wojciechowski (pierwotnie kandydatem polskiego rządu był Krzysztof Szczerski, który podziękował za propozycję, gdy okazało się, że do objęcia jest teka rolnictwa).

Wojciechowskiego znam dość dobrze, przez wiele lat był członkiem PSL, przez krótki okres był nawet prezesem naszej partii. Jego prezesura nie zakończyła się, delikatnie mówiąc, w dobrej atmosferze po tym, jak w 2005 roku próbował samowolnie i bez konsultacji wygumkować nazwę PSL, by stworzyć całkowicie nowy koalicyjny polityczny byt z formacjami, które - jak się niewiele później okazało -zostały wchłonięte przez PiS. Ten rewolucyjny pomysł oznaczający de facto likwidację PSL spotkał się z silnym wewnętrznym oporem wśród ludowców, w konsekwencji czego Janusz Wojciechowski stracił stanowisko prezesa i rozstał się z PSL. I choć funkcję prezesa partii pełnił zaledwie kilka miesięcy, to wcześniej przez wiele lat był członkiem ZSL - tego ZSL, które dziś jest odsądzane od czci i wiary przez ugrupowanie rządzące. Z istnieniem Polskiego Stronnictwa Ludowego także trudno jest się pogodzić „prawym i sprawiedliwym", toteż posługują się całym arsenałem obelg, kłamstw i oszczerstw wobec nas. Tymczasem to z rekomendacji ludowców Janusz Wojciechowski pełnił zaszczytne funkcje, które zdobią dziś jego biografię. Przy okazji jego nominacji na komisarza w różnych mediach przypomina się, że był posłem na Sejm, posłem do Parlamentu Europejskiego i prezesem Najwyższej Izby Kontroli. Pomija się przy tym, że wszystkie te funkcje pełnił dzięki PSL, a na prezesa NIK został wybrany głosami SLD i PSL. Dlaczego dobrozmianowe media spuszczają nad tym faktem zasłonę milczenia? Czy jest to dla kogoś gorszące? Czy robią to w ramach budowania mitu o biograficznej nieskalaności przedstawicieli „dobrej zmiany"? A może chodzi o nieprzyjemny poznawczy dysonans, jakiego mogliby doświadczyć ci, którym już udało się wmówić nonsens, zgodnie z którym „prawi i sprawiedliwi" rodzą się jako przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości?

Wracam jednak do nominacji Janusza Wojciechowskiego. W ostatnich latach związał się z PiS i to dzięki tej partii został audytorem w Europejskim Trybunale Obrachunkowym (jest to jedna z instytucji UE kontrolująca jej finanse). 1 października odbędzie się tzw. przesłuchanie kandydata na komisarza w Parlamencie Europejskim, który zatwierdza wszystkie nominacje. Mimo różnic i zaszłości między nami, życzę Januszowi powodzenia. Jako komisarz ds. rolnych z pewnością nie będzie miał łatwego zadania, mimo że nie można mu odmówić dużego doświadczenia w kwestii rolnictwa.

Podstawowym, fundamentalnym problemem, z jakim przyjdzie się zmierzyć nowemu komisarzowi, jest powiązanie zasad praworządności z funduszami unijnymi, jakie otrzymują państwa członkowskie. Pewnym jest, że komisja pod przywództwem Ursuli von der Leyen ma zamiar z determinacją forsować takie rozwiązanie. Jeśli to się uda, pierwszą jego ofiarą mogą stać się polscy rolnicy. Przypomnę, że wobec Polski toczą się postępowania z artykułu 7 Traktatu o Unii Europejskiej, który uruchomiono po raz pierwszy w historii Unii Europejskiej. W tej chwili jesteśmy na drugim z trzech etapów postępowania - w razie stwierdzenia poważnego naruszenia przez państwo członkowskie prawa obowiązującego w Unii, może zostać ono pozbawione prawa głosu. Takie sankcje grożą Polsce dziś, ale propozycja zmian, co do których właściwie osiągnięto już międzynarodowy, wewnątrzunijny konsensus, przewiduje dodatkowe zablokowanie unijnych środków transferowanych do państwa, które łamie standardy prawne obowiązujące w ramach Wspólnoty. Oznaczałoby to zablokowanie na przykład środków na rolnictwo - dopłat bezpośrednich oraz środków na rozwój i modernizację rolnictwa oraz infrastrukturę wiejską, tzw. PROW. To ostatnie nie spowodowałoby jeszcze katastrofy - w końcu Polska i tak jest na przedostatnim miejscu w UE w wykorzystaniu środków na ten cel, co oznacza ni mniej ni więcej, że wynegocjowane pieniądze są i czekają, ale rząd po nie nie sięga. Dlaczego? Może dlatego, że każdą unijną inwestycję trzeba wesprzeć środkami krajowymi, a tych po prostu rząd nie ma. Rolnicy mają problem z uzyskaniem dostępu do tych funduszy, choć są one dla nich często ważniejsze niż dopłaty bezpośrednie - kupują za nie nowoczesne maszyny, modernizują swoje gospodarstwa.  Dopłaty bezpośrednie na szczęście trafiają jednak do rolników. Co więcej, po odliczeniu wszystkich kosztów, stanowią około 50% ich dochodu. I tu jest największe niebezpieczeństwo związane z projektowanymi przez Komisję Europejską zmianami, czyli groźba wstrzymania dopłat bezpośrednich polskim rolnikom w razie stwierdzenia naruszenia unijnych zasad przez Polskę. Czy w PiS-ie znajdzie się wtedy taki odważny, który wyjdzie do rolników i powie im, że niestety w wyniku ich (PiS-u) szkodliwej działalności i zniszczeniu polskiego sądownictwa, wy - rolnicy, będziecie pracować tak ciężko jak do tej pory, ale za 2 razy mniejszą pensję? Nie wiem. Nie wiem też, jak Janusz Wojciechowski zamierza uchronić polskich rolników przed tym niebezpieczeństwem, ale chciałbym się tego dowiedzieć podczas wspomnianego przesłuchania kandydata w PE. Mam nadzieję, że nowy komisarz znajdzie też sposobność, by uświadomić polskiego premiera, że polscy rolnicy od dawna mają wyższe dopłaty niż rolnicy w Hiszpanii, co zresztą zagwarantowało PSL, i Mateusz Morawiecki przestanie wreszcie kłamać, co na razie robi na każdym partyjnym wiecu.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego