Turboliberalne elity z PiS

 Gdy partyjne góry postanowiły postawić Mateusza Morawieckiego na czele rządu, ich celem było tzw. świeże otwarcie. „Swojska", ale poruszająca się w świecie europejskiej polityki i dyplomacji niczym słoń w składzie porcelany Beata Szydło, ku niezadowoleniu szerokich mas tzw. twardego elektoratu, musiała ustąpić miejsce „światowemu", wykształconemu, z dobrym nazwiskiem i kontaktami. Dla poprawienia międzynarodowego wizerunku Polski, mocno nadszarpniętego nieudolną polityką PiS-u, elektorat musiał przełknąć nawet to, że nowy premier doradzał znienawidzonemu Donaldowi Tuskowi, że reprezentując obcy kapitał, prezesował bankowi, który nie odmawiał kredytów we frankach, że sam na koncie ma miliony.

Stare przysłowie głosi, że „jak wejdziesz między wrony, musisz krakać jak i one". Świetnie sprawdza się ono w przypadku premiera Morawieckiego, który szybko uczy się od swoich partyjnych kolegów - po kilku miesiącach premierowania z jego początkowo prezentowanej i podkreślanej ogłady i kultury niewiele zostało. Premier tańczy tak, jak mu partyjni propagandyści zagrają. Próbkę swoich zdolności przystosowawczych zaprezentował choćby podczas przemówienia w Sandomierzu. Słuchając konfabulacji Mateusza Morawieckiego można się było tylko zastanawiać, czy naprawdę wierzy w to wszystko, co wyczytuje z przygotowanych przez partyjnych geniuszy, coraz bardziej gomułkowskich przemówień.

Premier Morawiecki polubił zwłaszcza temat prywatyzacji majątku narodowego z lat 90. Uparcie oskarża poprzedników, że wyprzedawali polskie dobra. Ostatnio na celownik wziął PSL i chętnie rzuca w stronę ludowców bezpodstawnymi oskarżeniami. Otóż najwyraźniej Mateusz Morawiecki ma pamięć krótką i mocno wybiórczą albo nie chce pamiętać, że mówiąc o „turboliberalnych elitach", które wyprzedawały narodowy majątek, mówi o wielu swoich prawicowych kolegach, którzy dziś są w PiS, a w latach 90. zasiadali w ławach AWS, za którą stał ZZ „Solidarność". Największe prywatyzacje na rzecz kapitału zagranicznego najważniejszych segmentów gospodarki - banków, PZU, Telekomunikacji itd. dokonały się właśnie wtedy, gdy rządziła prawicowa koalicja AWS-UW. Pamięć najwyraźniej zawodzi dzisiejszych polityków PiS, którzy w 1999 roku bronili przed wotum nieufności odpowiedzialnego za prywatyzację ministra finansów Leszka Balcerowicza: Mariusza Kamińskiego, Krzysztofa Jurgiela, Krzysztofa Tchórzewskiego i innych. Antoni Macierewicz również wspomagał swoich kolegów choć „tylko" wstrzymał się od głosu. A przecież wprowadzenie w życie, a teraz tak krytykowanych OFE, to też „zasługa" AWS. Nic nie wiadomo także o tym, by będący wówczas radnym sejmiku wojewódzkiego z ramienia AWS Mateusz Morawiecki protestował przeciwko haniebnym wyprzedażom. Zresztą poniekąd stał się ich beneficjentem - w końcu milionów dorobił się w sprywatyzowanych bankach. Dziś za to poucza, jak być patriotą gospodarczym. Ma też czelność twierdzić, że to PSL wyprzedawał polski majątek! PSL, który w tamtym czasie był z lewa i z prawa atakowany i słusznie określany „hamulcowym prywatyzacji"! Łatwo sprawdzić, że PSL w 1993 r. głosował przeciwko Programowi Powszechnej Prywatyzacji.

Mateusza Morawieckiego nie pierwszy raz zawodzi pamięć i ponosi wyobraźnia. Cała Polska śmieje się z mitomańskich skłonności premiera, który nieoczekiwanie ku zdumieniu wszystkich opowiada niestworzone historie i stwierdza, że negocjował wejście Polski do UE. Śmiesznie jednak już nie jest, kiedy okazuje się, że gdy Mateusz Morawiecki obiecuje odzyskiwanie z obcych rąk polskiego kapitału, ważna polska firma zajmująca się przetwórstwem owoców trafia w ręce Chińczyków, a rząd stoi z założonymi rękami. Mowa o przejęciu zakładu Appol przez państwową chińską firmę, które oznacza, że Chińczykom udało się dokonać wyłomu w hermetycznie zamkniętym dla nich rynku unijnym (cła na chiński koncentrat jabłkowy są zaporowe, wcześniej nie udało się Chińczykom przejąć żadnego europejskiego zakładu). W tym samym czasie, gdy chiński potentat przejmuje Appol, by uzyskać nowe rynki zbytu (na pewno nie po to, by polskim sadownikom i plantatorom płacić więcej), polscy rolnicy apelują o pomoc, gdyż ich sytuacja jest fatalna - ceny skupu owoców są dramatycznie niskie. Co na to odpowiada PiS? Partia rządząca chce wpływać na konkurencyjność rynku, tworząc Narodowy Holding Spożywczy. Pytanie, czemu nie przeszła do realizacji swojej strategii, nie dopuszczając do przejęcia polskiej firmy przez chiński kapitał? Miała do tego narzędzia. Dlaczego rząd nie przygotował kontroferty i nie zaczął w ten sposób realizować swojego planu? Za chwilę prawdopodobnie unijny rynek zaleje gorszej jakości chiński koncentrat jabłkowy, co więcej - będzie oznaczony jako polski (sic!). Jak to się ma do patriotyzmu gospodarczego, przez wszystkie przypadki odmienianego przez krasomówczych polityków PiS?

Niestety rzeczywistość wyraźnie przeczy temu, co tak głośno wykrzykują. PiS to najlepszy dowód na to, że nie konkretne działania, a prymitywne kłamstwa są najskuteczniejszym narzędziem w budowaniu politycznego kapitału.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

wrzesień 2018