Unijne expose - felieton

 Orędzie o stanie Unii Europejskiej to coroczne przemówienie unijnego „premiera", czyli przewodniczącego Komisji Europejskiej, które tradycyjnie wygłaszane jest w Parlamencie Europejskim. Nie bez przyczyny uważane jest za najważniejsze. To przemówienie programowe oparte na długotrwałej pracy setek osób z różnych środowisk pokazujące założenia i plany, na jakich Bruksela będzie się koncentrować w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. W tym roku po raz pierwszy gościliśmy na mównicy Ursulę von der Leyen, która stanowisko przewodniczącej Komisji Europejskiej objęła w grudniu zeszłego roku.

Szefowa KE była konkretna i bardzo merytoryczna. Pojawiły się nawet głosy, że było to najlepsze przemówienie w karierze Ursuli von der Leyen. I rzeczywiście, zachęcam do zapoznania się z nagraniem bądź transkrypcją orędzia, choćby po to, by skonfrontować je z wystąpieniami innych znanych przywódców. Okazuje się, że w dzisiejszych trudnych czasach można podejmować tematy ważne, nie nadużywając urzędniczej nowomowy, przekonywać do swoich racji w sposób taktowny i kulturalny, nie obrażając nikogo i nie strasząc apokaliptycznymi wizjami. Można mówić o sukcesach bez samozachwytu i próżności oraz ambitnie, punkt po punkcie, wymienić, co jeszcze jest do zrobienia. Patrząc na publiczne występy najważniejszych osób na świecie, choćby prezydenta Donalda Trumpa, są to wymierające umiejętności.

Wracając jednak do samego orędzia: największym wyzwaniem, z jakim Unia mierzy się od kilku miesięcy, pozostaje koronawirus i siłą rzeczy to od niego zaczęła von der Leyen, słusznie zauważając, że to nie koniec, a dopiero początek walki z pandemią i jej skutkami. O tym, jakie działania podejmuje Unia w tej kwestii i jak ogromne środki przeznacza, pisałem już na tych łamach. Szefowa KE proponuje utworzenie Unii Zdrowotnej z minimalnymi standardami dla wszystkich państw UE - oznaczałoby to jednak, że ochrona zdrowia nie będzie już wyłączną kompetencją państw członkowskich, jak jest teraz. To odpowiedź dla tych, którzy zarzucali UE, że robi za mało z problemem koronawirusa. Zważywszy na postępujący dramat w polskiej służbie zdrowia, przyjęcie takich mechanizmów raczej nie powinno budzić u nas wielkich oporów. Podobnie jak oporów nie powinny budzić wdrażane już przez UE programy pomocy przedsiębiorcom, ochrony pracowników, czy unijny plan wprowadzenia ram płacy minimalnej.

Kryzys wywołany przez koronawirusa niewątpliwie obnażył słabości europejskiej Wspólnoty, czego pierwszym objawem było paniczne zamykanie granic. Według szefowej Komisji Europejskiej w dłuższej perspektywie remedium na kryzys jest zgoła odwrotne. Von der Leyen chce umacniać unię gospodarczą i walutową, co oznacza postępującą integrację strefy euro. Jest to kwestia pozostająca w całkowitej kontrze do tego, co prezentuje polski rząd, niechętny jakiejkolwiek głębszej integracji.

Polska i Węgry stały się unijnymi hamulcowymi, chętnie torpedującymi unijne posunięcia poprzez wykorzystywanie mechanizmu weta (w Radzie Europejskiej decyzje podejmuje się jednomyślnie, jedno państwo może więc blokować proponowane rozwiązania, co znacząco utrudnia i spowalnia unijny proces decyzyjny). O potrzebie zmian w tym zakresie także mówiła szefowa KE. W przeszłości bywało, że np. jedne Węgry blokowały rezolucję wszystkich państw UE na forum ONZ w sprawie łamania praw człowieka w Chinach. Von der Leyen bez odwoływania się do takich przykładów apelowała o dopuszczenie do głosowania większością kwalifikowaną przynajmniej jeśli chodzi o prawa człowieka i wprowadzanie sankcji. Nie jest to może propozycja nowa, ale tym razem irytacja na tych, którzy blokują postęp, wydaje się większa niż zwykle.

Nic nowego nie usłyszeliśmy w sprawie praworządności, choć przemówienie potwierdziło, że temat ten pozostaje ważny i nie ma racji bytu narracja snuta przez rządzących nad Wisłą, jakoby nowe władze UE miały odpuścić tę kwestię. Przeciwnie. Von dr Leyen przypomniała, że praworządność pomaga chronić ludzi przed rządami siły, chroni też przed finansowymi nadużyciami. Zapowiedziała opublikowanie raportu o stanie praworządności we wszystkich krajach Wspólnoty. Machina, która ma doprowadzić do powiązania wypłaty funduszy unijnych z praworządnością, ruszyła. Twierdzenie, że jest inaczej, to zaklinanie rzeczywistości.

Najwięcej miejsca szefowa KE poświęciła ekologicznej gospodarce. Stawia przed Zjednoczoną Europą ambitny cel osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku i zwiększenie redukcji emisji dwutlenku węgla o 55% do 2030 roku (do tej pory zakładano redukcję o 40%). Takie zapowiedzi w Polsce brzmią jak science-fiction, zwłaszcza że, jak ostatnio się dowiedzieliśmy, Polska ma stać węglem do 2049 roku i wciąż chce budować elektrownie węglowe (przy jakich nakładach finansowych i z jakim skutkiem - pokazuje przykład Ostrołęki). Von dr Leyen zapowiedziała inwestycje w „czyste" technologie - stworzenie „europejskich dolin wodorowych", zmianę sposobu ogrzewania budynków czy wspieranie pojazdów elektrycznych, uzasadniając te ambitne plany suchymi faktami potwierdzającymi nadchodzącą katastrofę klimatyczną, z którymi nie sposób polemizować. Na te zamiary UE szykuje bezprecedensowy budżet - 37% środków z 750 mld euro przeznaczonych na odbudowę unijnych gospodarek pogrążonych w pandemicznym kryzysie ma być przeznaczone na realizację takich jak powyższe „zielonych" projektów. Bo z transformacją energetyczną trzeba przyspieszyć.

Tzw. Europejski Zielony Ład był kolejnym, ale nie ostatnim trudnym tematem dla rządzącej w Polsce Zjednoczonej Prawicy. Ursula von der Leyen odniosła się też do kwestii traktowania mniejszości, mówiąc: „Strefy wolne od LGBT są strefami wolnymi od człowieczeństwa. Nie ma dla nich miejsca w Unii Europejskiej". Hasło „Polska" nie padło, ale nikt nie ma wątpliwości, do kogo skierowane były te słowa. Nie ma drugiego państwa, w którym gazety związane z władzą oferowałyby swoim czytelnikom nalepki o treści „strefa wolna od LGBT", jak to zrobiła „Gazeta Polska"; państwa, którego prezydent mówi, że mniejszości to nie ludzie, ale ideologia. Trudno też wskazać inne państwo, w którym minister sprawiedliwości nagradza homofobiczne gminy pieniędzmi z funduszu dla osób pokrzywdzonych w wyniku przestępstw, co ma być rekompensatą za utracone środki unijne.

Czy plany zakreślone przez Ursulę von der Leyen to tylko pobożne życzenia? Wiele z nich weszło już w stadium realizacji, a szefowa KE w dużej mierze bazowała na zawartych już uzgodnieniach politycznych z państwami członkowskimi, więc nie są to swobodne wizje bez podstaw. Jak zwykle jednak diabeł czai się w szczegółach, a te jeszcze trzeba dograć.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

(październik 2020)