Wspólnota z Krakowskiego Przedmieścia

 „Szanowni Państwo, św. Paweł mówił: zło dobrem zwyciężaj. Powtarzał te słowa bardzo często ksiądz Popiełuszko. I dziś to zadanie, to zadanie przezwyciężenia zła poprzez dobro, to jest nasze zadanie!" Zapewne nie wszyscy z Państwa wiedzą, kto jest autorem tych słów. Część Was zdziwi się pewnie, gdy podpowiem, że są one fragmentem przemówienia wygłoszonego na cyklicznym wiecu politycznym, choć niektórzy zdążyli się przyzwyczaić, że wiec ten tradycyjnie już przybiera formę religijną. Ich autorem jest polityk, który co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu wynosi politykę rządzącej partii do bliżej nieokreślonego kultu, powszechnie znanego jako „religia smoleńska".

Niczym kapłan tej religii Jarosław Kaczyński 10. dnia każdego miesiąca przekonuje, że „prawda jest coraz bliżej". Podczas ostatniej miesięcznicy mogliśmy także usłyszeć z ust prezesa PiS, że „nienawiść uniemożliwia racjonalne myślenie", ale też że „wspólnota narodowa dzielona jest w sposób celowy" i obydwa stwierdzenia są, skądinąd, słuszne, tyle że w ustach polityka, który od lat wykorzystuje tragedię smoleńską jako narzędzie polityczne, poprzez które wzbudza się nienawiść i dzieli Polaków, brzmią cynicznie. To partia rządząca, wykorzystując ogólnonarodową tragedię dla celów politycznych, najbardziej przyczyniła się do podziału wspólnoty narodowej. Teraz deklaruje tę wspólnotę  scalać. Zamiar jest słuszny; pytanie, jak PiS zamierza to zrobić, skoro do tej pory, a rządzi już ponad rok, nie przedstawiło żadnej oferty dla tych, którzy na tą partię nie głosowali. Jarosław Kaczyński wciąż działa w myśl zasady ‘kto nie jest z nami, ten jest przeciwko nam'. I każdy, komu z PiS nie po drodze, jest z tzw. wspólnoty narodowej symbolicznie wykluczany. Dla tych „odszczepieńców", którzy ośmielają się mieć inne poglądy niż prawicowe, wyznawać inne wartości niż aktualnie rządzący i żyć inaczej niż tego chce PiS we wspólnocie narodowej zadekretowanej przez tę partię nie ma miejsca. Swoją drogą zauważcie Państwo, że odmieniane dziś przez wszystkie przypadki hasła „naród", „narodowy" wypierają z debaty słowa „społeczeństwo", czy „obywatelstwo" - co także jest znamienne.

Możemy być pewni, że Jarosław Kaczyński jeszcze wiele razy powtórzy, że „prawda jest coraz bliżej". To zazwyczaj główne przesłanie, jakie kieruje do swoich wyznawców podczas smoleńskich miesięcznic. I chyba tylko ci, którzy każdego 10. dnia miesiąca wyczekują tych słów na Krakowskim Przedmieściu, nie widzą, że z dążeniem do prawdy nie mają one nic wspólnego. Nieustanne sianie wątpliwości co do tego, co tak naprawdę się stało, służy jedynie podtrzymywaniu mitu stanowiącego fundament istnienia PiS-u. Z tego wynika, że dojście do tej mitycznej prawdy, która podobno jest coraz bliżej, byłoby zupełnie nie w interesie Jarosława Kaczyńskiego, bo czym wówczas karmiłby swoich zwolenników?

Na marginesie powyższych słów zapewnię Państwa, że jeśli przeczytali je dogmatyczni wyznawcy PiS-u, to z pewnością uznali je za mowę nienawiści, hejt, „zwyrodniały atak" i okrasili kilkoma innymi epitetami, które z ich ust wybrzmiewają równie często jak słowa modlitwy. Jest to absurdalne, ale zarazem ciekawe, że prawica wydaje się być pozbawiona autorefleksji i nie widzi, że sama wykazuje się zachowaniami, jakie uporczywie próbuje przypisać wszystkim, którzy ośmielają się mieć inne poglądy.

Takie uliczne standardy debaty rodziły się na Krakowskim Przedmieściu podczas kolejnych wieców politycznych. Wyznaczały je najważniejsze dziś osoby w państwie. Posługując się obraźliwą retoryką, pokazały, że jeżeli tak się zachowują elity, to elektorat (nieważne - prawicowy czy lewicowy) też może. Z tego przykładu chętnie korzystają gromadzące się podczas miesięcznic ekstrema: od zwolenników partii rządzącej, której kierunek postępowania wyznacza Jarosław Kaczyński, po równie radykalną, marginalną grupę Obywateli RP. Okazuje się, że gdy elity nie zachowują standardów kultury politycznej, to trudno się dziwić, że tzw. „ulica" coraz częściej schodzi do poziomu rynsztoku, czego liczne przykłady znaleźć można w zachowaniach tak zadeklarowanych zwolenników, jak i przeciwników miesięcznic. I jedni, i drudzy czynią krzywdę pamięci ofiar tragedii smoleńskiej.

Jarosław Kalinowski