Nie odetchniemy z ulgą

 Czym różnią się opłata i danina od podatku? Tylko tym, że lepiej brzmią i nie budzą tak negatywnych skojarzeń. Dobrze to wiedzą politycy PiS-u, którzy zgodnie, jak jeden mąż, upierają się, że wprowadzana właśnie „opłata emisyjna", która oznacza, de facto, wzrost cen paliw o 10 gr/l, to nie jest żaden podatek. Sumienia mają więc czyste, w końcu, tak jak obiecali, nie podnoszą podatków, a tylko wprowadzają nowe i nazywają je inaczej. Efekt jest jednak ten sam - po raz kolejny kierowcy, a po nich wszyscy konsumenci (wzrost cen paliwa oznacza wzrost cen towarów) będą płacić więcej.

Oczywiście nikt z rządzących nie odważy się powiedzieć tego wprost. Manipulacją jest nie tylko namiętne używanie wszelkich możliwych zamienników słowa „podatek", ale też wskazanie celu, jaki ma być finansowany z uzyskanych z opłaty emisyjnej środków. PiS oficjalnie twierdzi, że przeznaczone one będą na walkę ze smogiem i wsparcie przełomowych działań, takich jak elektromobilność. Cel z pozoru szczytny: transport ma mniej nas truć. Zadbać ma o to, obok Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, nowa instytucja, która zostanie przy okazji powołana, czyli Fundusz Niskoemisyjnego Transportu.

Z faktami się nie dyskutuje: z powodu smogu umiera rocznie prawie 50 000 Polaków. Wśród 10 najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie, 7 znajduje się w Polsce. Wśród najbardziej zanieczyszczonych miejscowości w Polsce znajduje się Żywiec i Pszczyna (mijają się więc z prawdą ci, którzy głoszą, że problem smogu dotyczy głównie dużych miast). Polska ma najgorszą jakość powietrza w Europie.

Po pierwsze jednak, w dużo większej mierze niż spaliny samochodowe, za problem smogu odpowiadają spaliny z nie spełniających żadnych standardów emisyjnych kotłów i pieców w gospodarstwach domowych. Spala się w nich nie tylko fatalnej jakości węgiel, ale i śmieci. Skoro więc główny winowajca jest gdzie indziej, dlaczego pieniądze na walkę ze smogiem wyciąga się z kieszeni kierowców? Ponadto, wprowadzając kolejną absurdalną opłatę, warto mieć świadomość, że aż 60% ceny paliwa to różnorakie podatki.

Hasło wspierania elektromobilności i działań proekologicznych także nie brzmi poważnie i przekonująco w ustach polityków rządu, który w ciągu ponad dwóch lat urzędowania zdążył skutecznie zablokować inwestycje w odnawialne źródła energii i pogrzebać wszelkie możliwości ich rozwoju. Jest to nie tylko niemądre, ale i niebezpieczne - Polska zobowiązała się w unijnym pakiecie energetycznym do zwiększenia udziału OZE do 15% w 2020 roku. Jeśli nie dotrzymamy zobowiązań, grożą nam miliardy złotych kar. Tymczasem jedną z pierwszych energetycznych decyzji PiS było wycofanie się (będąc w opozycji, byli innego zdania) z przepisów dotyczących energii prosumenckiej - chodziło o przyznanie taryf gwarantowanych na odkup energii z niedużych, przydomowych instalacji OZE, głównie paneli słonecznych. W ten sposób nie buduje się zaufania do instytucji państwa. Jak brak stabilności branży wpływa na decyzje większych inwestorów - wiadomo.

Tym, co się nie zmienia, jest pogląd, którego PiS trzyma się kurczowo: Polska węglem stoi, stała i stać będzie, węgiel to nasza gwarancja bezpieczeństwa energetycznego; nieważne, jak wiele energii i pieniędzy potrzeba na jego wydobycie, nieważne, jakiej jest jakości. Polskie górnictwo ratuje się na siłę. Gdyby zastosowano międzynarodowe normy jakości, prawdopodobnie wyszłoby na jaw, że wiele kopalń na Śląsku należałoby po prostu zamknąć, bo wydobycie węgla w rzeczywistości nie ma tam sensu. Na marginesie, gorąco polecam Państwa uwadze książki autorstwa Marcina Popkiewicza, który w swoich popularnonaukowych publikacjach rzuca ciekawe światło na wykorzystanie różnych surowców energetycznych, nie tylko węgla, i nie tylko w Polsce.

Wiedząc, jak archaiczny jest pomysł PiS na gospodarkę i mając świadomość, że z ochroną środowiska niewiele ma on wspólnego, trudno uwierzyć, że rządzącym zależy na tym, byśmy oddychali czystszym powietrzem. Póki co, wiemy, że decyzją PiS obywatele złożą się na walkę o czyste powietrze. Jak konkretnie ta walka będzie wyglądała? Jakie konkretne działania zostaną podjęte (oprócz powołania kolejnej instytucji)? Jakie konkretne cele mają być osiągnięte? W jakim czasie? Jak zostaną zmierzone efekty wprowadzenia „opłaty emisyjnej'?

Najbardziej obrazowo podsumować nowy pomysł PiS-u można tak: smog będzie zmniejszany dzięki samochodom elektrycznym napędzanym prądem produkowanym z węgla najgorszej jakości. Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że nie ma to sensu?

Przy okazji wątpliwości, jakie pojawiały się z powodu wprowadzenia opłaty emisyjnej, minister energii, Krzysztof Tchórzewski grzmiał jednak: „Jeszcze Polacy będą dziękować PiS, że jest czyściej!" Myślę, że gdyby tak się stało, wszyscy bylibyśmy autentycznie i dozgonnie wdzięczni partii rządzącej. Na razie niestety nic nie wskazuje na to, byśmy wkrótce mieli powody do radości, dziękczynienia i mogli odetchnąć czystym powietrzem.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

czerwiec 2018