W państwie PiS prawo to PiS

 Nie bardzo rozumiem: skoro ustawa określa wiek emerytalny, to dlaczego protestujący odwołują się do konstytucji? - zastanawiała się w „Wiadomościach" mgr Julia Przyłębska, która jako prezes Trybunału Konstytucyjnego raczej powinna znać hierarchię aktów prawnych w Polsce.  Odpowiedzi na zadane tak przez siebie pytanie poszukiwała oczywiście w kontekście odwołania trybem ustawy I prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Gersdorf.

Prezes Trybunału Konstytucyjnego (powołana z pogwałceniem Konstytucji) zastanawiała się też na antenie, dlaczego nikt nie zapytał jej, czy zgodna z Konstytucją jest rzeczona ustawa, która nieusuwalnego sędziego siłą wypycha na emeryturę przed końcem kadencji (której czas trwania jest zapisany w Konstytucji). Przecież Trybunał Konstytucyjny bardzo chętnie by odpowiedział, jak jest i nie byłoby problemu. Nikt z protestujących przeciwko wprowadzonej przez PiS ustawie nie przyszedł jednak zapytać mgr Przyłębskiej o zdanie, więc sama przyszła do telewizji publicznej, powiedziała, co myśli o prof. Gersdorf, nieodpowiedzialnych ludziach, którzy szkodzą demokracji i nie szanują polskiego prawa, a także o nowej ustawie, z którą wszystko jest przecież w porządku. Przytakiwała temu z uśmiechem prowadząca rozmowę red. Danuta Holecka, a jako bonus widzowie otrzymali od obydwu pań ekspresowy kurs czytania konstytucji. Ciekawym momentem rozmowy był apel mgr Przyłębskiej, by nie naruszać praworządności. Nie, proszę państwa, nie kierowała tych słów do siebie i środowiska PiSu, które ogłosiło ją niedawno „człowiekiem wolności".

Jeśli ktoś do tej pory zastanawiał się, czemu PiS z taką zawziętością i bezceremonialnością - niczym walec - wprowadzał zmiany w Trybunale Konstytucyjnym, to właśnie dostał odpowiedź. Fasadowy Trybunał obsadzony ludźmi z nadania Jarosława Kaczyńskiego jest gotów stwierdzić konstytucyjność każdej, nawet najbardziej niedorzecznej ustawy, jaką będzie chciał wprowadzić obóz władzy. Jedynie kwestią czasu było, kiedy PiS uruchomi machinę podporządkowywania sobie Sądu Najwyższego. Pierwszą próbę podjęli rok temu - pierwotna wersja zakładała wręcz wymianę całego składu SN. To się nie udało, więc by zrobić miejsce dla swoich w nowej wersji reformy zwiększono liczbę sędziów SN do minimum 120 , co daje kilkadziesiąt nowych miejsc do obsadzenia. Co więcej, zgodnie z zapisami reformy PiS wysyła na wcześniejszą emeryturę ponad 1/3 sędziów Sądu Najwyższego (chyba że zgłoszą się do prezydenta Dudy z prośbą (!), by umożliwił im dalszą pracę). W stan spoczynku ma przejść także I prezes SN, która na mocy konstytucji jest też przewodniczącym Trybunału Stanu. A wielu reprezentantów obozu władzy uczyniło już wiele, by kiedyś przed tym Trybunałem stanąć. Lepiej więc, żeby na czele Sądu Najwyższego stała osoba, której po drodze z PiS, prawda? Póki co jednak ważniejsze jest, że Sąd Najwyższy stwierdza ważność wyborów, a ich seria rozpocznie się na jesieni. Także między bajki należy włożyć opowieści premiera Morawieckiego, ministra Ziobry i innych o wielkiej potrzebie reformy Sądu Najwyższego. Czystki kadrowe i wprowadzanie podległych politykom ludzi do sądów to nie jest żadna reforma.

Podobnie trudno reformą nazwać wprowadzenie do Sądu Najwyższego ławników. Do tej pory zasiadali w sądach powszechnych, gdzie byli niezawodowym, społecznym czynnikiem, wnoszącym ludzkie spojrzenie na procedowane sprawy. W Sądzie Najwyższym ławnicy będą orzekać w sprawach dyscyplinarnych i patrzeć na ręce sędziom, do których trafiają najbardziej skomplikowane sprawy -  głównie takie rozpatruje SN. Aktualnie trwa zaciąg do nowo powstałej izby, niedawno cała Polska miała okazję posłuchać, co do powiedzenia mają kandydaci na ławników. Okazuje się, że o tym, czy sędziowie Sądu Najwyższego działają zgodnie z prawem, będą decydować ludzie, od których nikt nie wymaga choćby podstawowej znajomości prawa. Wśród kandydatów, którzy pozytywnie przeszli weryfikację jest np. nauczycielka, która od trzylatków nauczyła się, co jest dobre, a co złe, i która szczerze wątpiła, czy ma kwalifikacje, by zostać ławnikiem, ale prawo „może doczytać". Nie wiadomo: śmiać się, czy płakać? Niestety ten tragikomiczny przypadek wcale nie jest odosobniony.

Nie można zapominać, że sądownictwo w Polsce jest integralną częścią sądownictwa UE. Utrata niezawisłości i niezależności sądów i sędziów w Polsce stawia Polskę poza UE. Nie chodzi tylko o niekonstytucyjność tych tzw. „reform". One upolityczniają, ale i ośmieszają polskie sądownictwo. Albo też jedno i drugie, czego potwierdzeniem jest nominowana prezesem Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska. Obraz destrukcji i rozpaczy byłby jednak niepełny bez nieustannego szkalowania i oczerniania przez polityków partii rządzącej tych prawników, którzy próbują bronić niezależności polskiego wymiaru sprawiedliwości (czyli zdecydowanej większości). PiS jest bardzo zdeterminowane, by zniszczyć trzecią władzę. Dopiero bowiem na zgliszczach polskiej sprawiedliwości, gdy nic już nie będzie stało na przeszkodzie, Jarosław Kaczyński będzie miał otwartą drogę do budowy państwa swoim marzeń. A jakie ono będzie? Nas wszystkich - Polaków, wyborców, starych i młodych obywateli nikt nie będzie pytał, jakiej Polski chcemy. To będzie państwo Jarosława Kaczyńskiego, więc nam nic do tego.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

lipiec 2018