11 lipca - Dzień Pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II RP

12 lipca 2021

11 lipca obchodzimy Dzień Pamięci o Polakach – ofiarach ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich II RP. I choć pomordowanych wspominamy w rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu, która była jednym z najbardziej dramatycznych momentów tzw. „Rzezi Wołyńskiej”, pamiętajmy, że ta okrutna zbrodnia trwała przez wiele miesięcy i kosztowała życie ponad stu tysięcy Polaków, w zdecydowanej większości mieszkańców wsi.

Od wiosny 1943 roku, gdy UPA rozpoczęło tzw. „antypolską akcję”, którą bez cienia wątpliwości uznać należy za zaplanowane ludobójstwo, przez kilka lat Ukraińcy mordowali swoich polskich sąsiadów, bo zamarzyło im się jednolite narodowościowo państwo. Działając w myśl hasła „Polaków wyrżniemy, Żydów wydusimy - a Ukrainę stworzyć musimy”, Ukraińcy zniszczyli polską cywilizację na Kresach Wschodnich – siekierami, nożami i bagnetami bestialsko mordowali ludzi, grabili ich mienie, palili dobytek. Po większości wsi i miasteczek zamieszkiwanych niegdyś przez Polaków nie ma dziś na Ukrainie śladu, zostały zrównane z ziemią.

I choć obchodzimy już 78. rocznicę Rzezi Wołyńskiej, Narodowy Dzień Pamięci o jej ofiarach w kalendarzu widnieje dopiero od kilku lat. Prawie 80 lat od tych tragicznych wydarzeń upamiętnienie pomordowanych Polaków wciąż nie odbywa się w takim wymiarze, na jaki zasługują ofiary oraz ich rodziny. Najważniejsze osoby w państwie tradycyjnie unikają bezpośredniego zaangażowania w obchody organizowane przez środowiska od lat walczące o prawdę nt. „Rzezi Wołyńskiej”, ograniczając się co najwyżej do kierowania okolicznościowych listów do organizatorów i uczestników. Dotyczy to choćby wszystkich prezydentów wywodzących się z różnych obozów politycznych. Niektórzy z polityków, którzy mimo początkowych zapewnień o przychylności da inicjatyw Kresowian, następnie rakiem się z nich wycofywali, nieoficjalnie swoją niechęć uzasadniali radykalizmem środowisk, które dbają o pamięć o Wołyniu – choć radykalizmem w tym przypadku jest nazywanie rzeczy po imieniu i przywoływanie faktów historycznych. Trudno zresztą zachować spokój, silić się na dyplomację i poprawność polityczną, gdy mimo upływu lat i pukania do wszystkich możliwych drzwi, jedynym, co spotykało tych ludzi to gorzkie rozczarowanie pogłębiające poczucie bezsilności. Trwająca od wielu lat pobłażliwa naiwność polskich władz względem Ukrainy i bierne przyglądanie się, jak nasz wschodni sąsiad nagradza sprawców ludobójstwa, pogłębia irytację i żal. Są one tym większe, że każdy widzi, jak wyczulone są nasze służby dyplomatyczne na wszelkie próby zakłamania zbrodni hitlerowskich czy radzieckich. Tymczasem zbrodnię banderowską od lat okrywa kurtyna milczenia w imię błędnie rozumianych dobrosąsiedzkich relacji.

Czuję się uprawniony, by o tym pisać, gdyż przez wiele lat razem z organizacjami kresowymi i Kresowianami na czele z płk. Janem Niewińskim, próbowaliśmy przywracać pamięć o tych tragicznych wydarzeniach i zwracać uwagę polskiej opinii publicznej i społeczeństwa na przemilczany dramat Polaków na Wschodzie. Jako wicemarszałek Sejmu RP w 2007 roku stanąłem na czele Społecznego Komitetu Obchodów 65. rocznicy Ludobójstwa na Kresach Wschodnich. Mimo ogromnych oporów, udało nam się zrealizować kilka inicjatyw, które miały upamiętnić pomordowanych i sprawić, by temat ludobójstwa na Kresach zdobył uwagę, na jaką zasługuje. Jednym z nich było odsłonięcie w warszawskim Muzeum Literatury tablicy poświęconej żołnierzowi i poecie bestialsko zamordowanemu przez banderowców Zygmuntowi Rumlowi. Każda taka inicjatywa, nawet o zasięgu lokalnym, to dla Kresowian wydarzenie o niebagatelnym znaczeniu (postać Zygmunta Rumla przypomina także tablica na budynku będącym siedzibą Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych na zbiegu ul. Pięknej i Alei Jerozolimskich w Warszawie). Już wtedy jako posłowie PSL próbowaliśmy także doprowadzić do ustanowienia dnia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Niestety proponowana przez nas Uchwała w sprawie uczczenia 65. rocznicy ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej Kresów Wschodnich RP nie została przyjęta.

 Gdy przed kolejną okrągłą rocznicą banderowskiego ludobójstwa tworzył się Ogólnopolski Komitet Obchodów 70. rocznicy banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich II RP także dostąpiłem zaszczytu przewodniczenia temu gremium i współpracy ze wspomnianym Janem Niewińskim, który do swojej śmierci w 2015 roku był wspaniałą lokomotywą i spoiwem inicjatyw służących upamiętnieniu „Rzezi Wołyńskiej”. 11 lipca 2013 roku w 70. rocznicą Krwawej Niedzieli na Wołyniu dzięki determinacji wielu zaangażowanych kresowych społeczników i aktywistów udało się nam zorganizować uroczystości centralne na niespotykaną dotąd skalę – uczestniczyło w nich kilka tysięcy osób.  Marsz Pamięci, który przeszedł ulicami Warszawy, poprzedziła uroczysta msza święta w intencji ofiar zbrodni wołyńskiej w kościele św. Aleksandra na placu Trzech Krzyży. W przyjętej wówczas przez Sejm uchwale mającej upamiętnić 70. rocznicę wydarzeń na Wołyniu nie pada jednak słowo „ludobójstwo”, a zbrodnię tę nazywa się „czystką etniczną o znamionach ludobójstwa”, co najlepiej pokazuje, z jak ogromnym oporem mamy do czynienia w przypadku prób upamiętniania tych wydarzeń. Że było to ludobójstwo – nie ma wątpliwości. Ani polski kodeks karny, ani konwencja ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa z 1948 roku, ani banderowskie rozkazy nie pozostawiają co do tego wątpliwości.

Kresowianie nie mogą doprosić się nie tylko ochrony pamięci o swoich bliskich, ale problemem nie do przejścia okazuje się być nawet uzyskanie zgody na umożliwienie poszukiwań i ekshumacji ofiar – do dziś nie wiadomo, gdzie znajdują się szczątki tysięcy pomordowanych. Niestety brutalnie prawdziwe okazują się być słowa Jana Zaleskiego, ojca księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego: „Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy toporami (siekierami), a drugi raz przez przemilczenie. A ta druga śmierć jest gorsza od pierwszej”.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

Przewodniczący Rady Naczelnej PSL