AKTYWNY ROLNIK - w odpowiedzi na argumenty ministerstwa rolnictwa

15 czerwca 2021

W kwietniu br. poseł do Parlamentu Europejskiego Jarosław Kalinowski skierował list do rządzących, w którym tłumaczył potrzebę wprowadzenia do prawodawstwa polskiego definicji rolnika aktywnego zawodowo. List przeczytać można, klikając w link: AKTYWNY ROLNIK - list do premiera - Jarosław Kalinowski - Poseł do Parlamentu Europejskiego

Odpowiedź na pismo posła Jarosława Kalinowskiego ministerstwo rolnictwa opublikowało na swojej stronie internetowej. Treść listu dostępna jest tutaj: https://www.gov.pl/web/rolnictwo/definicja-rolnika-aktywnego-zawodowo-w-latach-2023-2027

Poniżej publikujemy ciąg dalszy korespondencji dotyczącej "rolnika aktywnego zawodowo", czyli odpowiedź posła Jarosława Kalinowskiego na argumenty przytoczone przez ministerstwo rolnictwa.

Warszawa, dnia 10 czerwca 2021

Szanowna Pani

Anna Gembicka

Sekretarz Stanu

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi

Szanowna Pani Minister,

na wstępie chciałbym podziękować za udzielenie odpowiedzi na mój list skierowany, między innymi, do ministra rolnictwa, pana Grzegorza Pudy. Jednocześnie pragnę zauważyć, że już sama forma odpowiedzi wskazuje na głębokie niezrozumienie przez pana ministra i formację, jaką Państwo reprezentujecie, problemów, z jakimi zmagają się polscy rolnicy. Fakt, że pan minister scedował odpowiedź na przesłane przeze mnie pismo na podlegającego sobie urzędnika, traktuję jako wyraz lekceważenia przez niego polskich rolników, lekceważenia Pani jako podwładnej pana ministra Pudy, a także lekceważenia mojej osoby jako nadawcy listu.

Jako że w przesłanej przez Panią odpowiedzi nie ma ani jednego odniesienia się do meritum problemu, pozwolę sobie powtórzyć, czego dotyczył. Otóż według obiektywnych danych naukowców badających polskie rolnictwo, a nie mojego widzimisię, znaczna część osób, które pobierają płatności bezpośrednie w naszym kraju nie prowadzi żadnej działalności rolniczej[1]. Osoby te określane są mianem „rolników” z tytułu posiadania na własność ziemi rolnej. Z tego samego tytułu pobierają dopłaty, choć ich ziemię, często bezumownie, dzierżawi i uprawia kto inny. Wydawałoby się, że jest to tzw. „sprawiedliwy układ” – rolnik może uprawiać ziemię, np. sąsiada, a jej właściciel pobiera dopłaty jako ekwiwalent czynszu dzierżawnego. Niestety nic bardziej mylnego. Taki stan rzeczy jest zadowalający wyłącznie dla właściciela ziemi, gdyż potwierdza jego status „rolnika”, choć jest to niezgodne z prawdą. Prawdziwy, aktywny rolnik, który, często nie mając innego wyjścia, godzi się na dzierżawy poza rejestrem, nie może znajdujących się na takiej dzierżawie upraw ubezpieczyć, odcięty jest od państwowych dotacji na paliwo rolnicze czy materiał siewny. Nie mam wątpliwości, że, choć oficjalnie nie chce tego przyznać, ministerstwo rolnictwa jest świadome problemów, jakie generuje taki stan rzeczy. Podobnie jak macie Państwo świadomość, że utrzymanie status quo sprawia, że rolnik uprawiający ziemię bezumownie nie ma możliwości, by uzyskać dodatkowe środki z UE za prowadzenie określonej działalności, choć mógłby i powinien być ich beneficjentem. Mowa o programach rolno-środowiskowych w II filarze, a także, od 1 stycznia 2023 roku, o ekoschematach w I filarze, które będą stanowiły 30% wszystkich środków tego filara, inaczej 30% dopłat bezpośrednich.

Z przykrością stwierdzam, a Pani list niestety jest tego potwierdzeniem, że polskie władze nie tylko nie są zainteresowane uporządkowaniem palącej kwestii tego, kto uprawniony jest do pobierania dopłat dla rolnictwa, ale wbrew faktom, alarmom naukowców i samych rolników negują istnienie ogromnego problemu, który w najbliższym czasie będzie narastał i powodował niepowetowane szkody dla tysięcy polskich producentów rolnych.

Nieporozumieniem jest dopatrywanie się analogii proponowanych obecnie rozwiązań prawnych względem przepisów dotyczących „aktywnego rolnika” stosowanych w latach 2015-2017. W przesłanym piśmie powołuje się Pani na wodociągi czy porty lotnicze jako przykład podmiotów wykluczanych w przeszłości ze wsparcia, gdyż trudno je uznać za „rolników aktywnych zawodowo”. Unia Europejska z różnym skutkiem próbuje rozwiązać problem takich podmiotów, ale nie o tym mowa. Jest to kwestia na odrębną dyskusję i nijak nie dotyczy podjętego przeze mnie problemu. Podobnym nieporozumieniem jest stawianie przez ministerstwo rolnictwa znaku równości pomiędzy rolnikami, którzy pobierają dopłaty na grunty użytkowane w minimalnym zakresie, np. poprzez koszenie, z osobami, które dopłat powinny być pozbawione, gdyż ziemię (de facto) oddali w (bezumowną) dzierżawę. Także w miejscu, w którym stwierdza Pani, że nieprzyznanie płatności gospodarstwom [małym i średnim – JK] pozbawiłoby je szansy na rozwój i utrzymanie się na rynku – podniesiona argumentacja ma za zadanie wyłącznie wprowadzać w błąd, gdyż nikt nie zamierza pozbawiać dopłat gospodarstw małych i średnich – mowa jest o osobach, które nie prowadzą żadnej działalności rolniczej, więc o jakim rozwoju i utrzymaniu na jakich rynkach Pani pisze?

Celowe przeinaczanie moich słów i sugerowanie, że chcę pozbawiać dopłat osoby do tego uprawnione jest po prostu niegodne osób na tak wysokich stanowiskach. Stwierdza Pani chociażby, że, w mojej opinii należy kwalifikować do wsparcia wyłącznie „400 000 największych rolników”. 400 000 to szacunkowa liczba wszystkich rzeczywistych rolników w Polsce, a nie liczba „największych” rolników. I, ponownie, nie są to moje szacunki, a wynik analizy eksperckiej autorów cytowanego raportu.  Rolnika nie definiuje wielkość areału, którym dysponuje. Dlaczego nie przyjmujecie Państwo do wiadomości, że rolnik gospodarujący na 5 ha jest takim samym rolnikiem jak ten, który uprawia 100ha? I jeden, i drugi, o ile rzeczywiście zajmuje się działalnością rolniczą, czyli jest aktywnym rolnikiem, nie będzie miał najmniejszych problemów, by to wykazać, choćby jego działalność sprowadzała się do skoszenia trawy. Wydawałoby się, że jest to tzw. „oczywista oczywistość”, ale niestety nie dla PiS. Jako rolnik z dziada pradziada, który pozostaje w codziennym kontakcie z wieloma rolnikami z całej Polski prowadzącymi małe, średnie i duże gospodarstwa rodzinne, zapewniam Panią, że udowodnienie prowadzenia działalności rolniczej, nie musi być ani skomplikowane, ani trudne, ani nie trzeba do tego „szeregu dokumentów”, jak stwierdza Pani w przesłanym liście. Nie da się rolników przestraszyć takimi wydumanymi „komplikacjami”. Większość z nich zresztą automatycznie kwalifikuje się do grona „aktywnych rolników”, gdyż rozlicza podatek VAT na zasadach ogólnych. Pełny ich wykaz posiadają urzędy skarbowe. Podobnie, na tych samych zasadach (z automatu) powinno się kwalifikować hodowców zwierząt, których pełny wykaz można znaleźć w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Abstrakcyjnie tym samym brzmią potencjalne „problemy dla administracji”, na które do niedawna powoływali się politycy PiS, uzasadniając brak jakichkolwiek działań służących rozwiązaniu opisanego problemu.

Przypomnę, że zgodnie z rozporządzeniem przyjętym przez Parlament Europejski, to państwa członkowskie mają obowiązek opracowania i wdrożenia definicji rolnika aktywnego zawodowo. Wynika z tego jasno, że to państwa członkowskie określą kryteria przyznawania wsparcia i tym samym zadecydują, kto jest do niego uprawniony. Tymczasem w przesłanej do mnie odpowiedzi, własną indolencję i niechęć do opracowania definicji, która odpowiadała będzie realiom, usprawiedliwiacie Państwo tym, że „Parlament Europejski nie zaproponował zmiany [definicji działalności rolniczej – JK] w sposób, który pozwoliłby rozwiązać problemy”. Jest zdumiewającym, że zamiast wykorzystać fakt, że państwa członkowskie zyskują dużo większą niż do tej pory elastyczność w opracowywaniu i zarządzaniu funduszami WPR, polski minister rolnictwa za Pani pośrednictwem, utyskuje na unijne instytucje, które nie nakazały mu zastosowanie konkretnych rozwiązań i nie podały ich „na tacy”. To w Państwa rękach jest wykorzystanie potencjału tkwiącego w krajowych planach strategicznych, wpisanie do nich mądrej definicji „rolnika aktywnego zawodowo”, a także dostosowanie polskich przepisów do aktualnych potrzeb.

Jako że niezrozumiała wydała się Pani propozycja wprowadzenia „renty dzierżawnej w miejsce dopłaty podstawowej”, spieszę poinformować, że kwestia nazewnictwa opłaty należnej właścicielom gruntów rolnych pozostaje drugorzędną w przedmiotowej kwestii, choć wystarczy sprawdzić w słowniku, że hasła „renta dzierżawna” i „czynsz dzierżawny” to synonimy. Warunki dzierżawy standardowo określają zainteresowane strony w umowie cywilnoprawnej. Ale najpierw to państwo musi przywrócić normalność i sprawić, że dopłaty będzie otrzymywał rolnik, a nie ten, który go udaje. Wydzierżawiający, zgodnie z prawem i logiką, powinien otrzymywać opłatę od dzierżawcy, a nie dopłaty z Unii Europejskiej, za cichym przyzwoleniem państwa. W tym miejscu jednoznacznie chcę podkreślić, że osoby, które zaprzestały działalności rolniczej i były ubezpieczone w KRUS powinny to ubezpieczenie zachować. W przesłanym liście wyraża Pani troskę o to, czy zastąpienie dopłaty bezpośredniej rentą/czynszem dzierżawnym, będzie dopuszczalne w świetle przepisów UE. Zapewniam Panią, że w świetle unijnych przepisów niedopuszczalną jest sytuacja, z którą obecnie mamy do czynienia, a której ministerstwo rolnictwa nie chce dostrzec.

Tylko od Państwa, od urzędników, których zadaniem jest opracowanie mądrej skutecznej definicji rolnika aktywnego zawodowo zależy, czy taka definicja, powiązana z odpowiednimi zmianami w prawie krajowym, przyczyni się do rozwiązania problemów dotyczących gruntów zgłaszanych do płatności – Pani odpowiedź na moje pismo  jest potwierdzeniem braku najmniejszej woli, by ten problem rozwiązać. A szkoda, gdyż w naszym kraju jest bardzo wielu ekspertów – profesorów rolniczych uczelni, prawników, rolników – którzy chcą dzielić się swoją wiedzą, doświadczeniem, pomysłami i bardzo chętnie wsparliby ministerstwo rolnictwa w przedmiotowej sprawie.

Na zakończenie pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Problem, na który próbuję dziś zwrócić uwagę polskich władz, jest niczym déjà vu w historii mojej politycznej działalności. W negocjacjach o członkostwo Polski w UE łatwiej było mi uzyskać pozytywne decyzje i większe zrozumienie polskich kwestii rolnych w Komisji Europejskiej niż w polskim rządzie. Teraz jest podobnie. Mam nadzieję, że skończy się tak, jak wtedy i zwycięży dobro każdego polskiego aktywnego rolnika.

Z poważaniem

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego

Do wiadomości:

  1. Mateusz Morawiecki, Prezes Rady Ministrów
  2. Jarosław Kaczyński, Wiceprezes Rady Ministrów
  3. Grzegorz Puda, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi

[1]Chociaż statystycznie mamy około 1,3 mln gospodarstw rolnych zarejestrowanych w systemie Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, czyli pobierających płatności bezpośrednie, to liczba rzeczywistychgospodarstw towarowych jest kilkakrotnie mniejsza. Jedną z najpowszechniejszych strategii radzenia sobie właścicieli niewielkich i średnich gospodarstw jest nieformalne wydzierżawianie gruntów stosunkowo nielicznym aktywnym rolnikom. Wynagrodzeniem dla właściciela są płatności obszarowe WPR, a tam, gdzie popyt na ziemię rolniczą jest bardzo duży, dochodzą jeszcze dodatkowe opłaty wnoszone przez użytkowników. Proceder ten jest bardzo powszechny, ale jednocześnie wszyscy udają, że go nie ma. Właścicielnawet przed najbliższymi sąsiadami o tym nie rozmawia i udaje, że użytkownik pomaga mu w uprawach, a prawdziwy użytkownik tę wersję potwierdza. Gdyby ARiMR powzięła informacje o takiej dzierżawie, to musiałaby płatności przekazywać faktycznemu użytkownikowi. Ze względu na zmowę milczenia zjawisko to jest niezwykle trudne do ustalenia i nie znamy jego pełnej skali”.

Polska Wieś 2020. Raport o stanie wsi, red. nauk. J. Wilkin, A. Hałasiewicz, Warszawa 2020, str. 190.