Jaka definicja "aktywnego rolnika"?

1 kwietnia 2021

Choć definicja „aktywnego rolnika” wydaje się być wąskim i niszowym zagadnieniem, w rzeczywistości dyskusja na ten temat, sprowadzając się de facto do odpowiedzi na pytanie, kto jest, a kto nie jest rolnikiem w Polsce, sięga podstaw ustrojowych naszego kraju, zderza się z zakotwiczoną w Polsce od lat mentalnością i natrafia na mur niechęci wielu środowisk. A zmiany w tym zakresie są palącą potrzebą, o czym dyskutowali goście debaty eksperckiej, którą 21 stycznia 2021 roku zorganizowało Stowarzyszenie Parlament Wiejski. Rozmowa była próbą odpowiedzi na pytanie, jak definiować „aktywnego rolnika”.

W spotkaniu, które miało charakter zdalny, udział wzięli eksperci zajmujący się problematyką rolną – dr hab. Beata Jeżyńska z Katedry Prawa Rolnego i Gospodarki Gruntami UMCS, dr Zbigniew Floriańczyk z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, radca prawny Stefan Cieśla. Nie zabrakło także głosu samych zainteresowanych – rolników, w debacie udział wzięli Rafał Mładanowicz i Łukasz Przytarski. Gościem spotkania był także orędownik nr 1 w Polsce w kwestii uporządkowania definicji tzw. „aktywnego rolnika” - jak posła do Parlamentu Europejskiego Jarosława Kalinowskiego przedstawił moderujący debatę Bogusław Barański.

Zgodnie z przegłosowanym w Parlamencie Europejskim rozporządzeniem, każde państwo członkowskie Unii Europejskiej będzie miało obowiązek opracować i zawrzeć w swoim planie strategicznym definicję rolnika „aktywnego zawodowego”, który będzie podmiotem krajowej polityki rolnej uprawnionym m.in. do korzystania z unijnego systemu wsparcia rolnictwa, w tym dopłat i premii za realizację programów rolno-środowiskowych i ekoschematów w pierwszym filarze. W przypadku Polski ta, wydawałoby się, prosta kwestia napotyka na wiele wątpliwości i problemów. O tym, jak duże są to problemy, świadczą liczby: według ekspertów badających polską wieś i rolnictwo 80% osób, które wnioskują o dopłaty bezpośrednie, nie prowadzi działalności rolniczej (Polska Wieś 2020. Raport o stanie wsi, red. nauk. J. Wilkin, A. Hałasiewicz) Zazwyczaj są to właściciele ziemi, byli rolnicy, którzy zaprzestali prowadzenia działalności rolniczej, lub ich spadkobiercy. Te 80% „rolników”, a w rzeczywistości właścicieli gruntów rolnych najczęściej pobiera dopłaty do posiadanych hektarów, które w ramach bezumownej dzierżawy uprawia kto inny. Jakie problemy generuje ten stan rzeczy dla tych, którzy tę ziemię rzeczywiście uprawiają, czyli czynnych, prawdziwych rolników, mówił poseł Jarosław Kalinowski, który przez ostatnie lata zabiegał w Parlamencie Europejskim o rozwiązania, które ukróciłyby narosłe przez lata patologie.

Poseł zwracał uwagę na fakt, zgodnie z którym polski rolnik zazwyczaj tylko na części użytkowanego przez siebie areału (będącego jego własnością) może realizować programy rolno-środowiskowe i wnioskować o unijne pieniądze na ten cel. To samo z płatnościami związanymi z produkcją. Podobnie rzecz wygląda w kwestii wsparcia krajowego, np. dopłat do paliwa rolniczego, dopłat do postępu biologicznego (materiał siewny itp.), ubezpieczenia upraw, czy sporządzania planów nawozowych – często są one fikcją, bo połowa użytkowanych gruntów nie może być w nich ujęta.

W przyszłej perspektywie budżetowej problem stanie się jeszcze bardziej widoczny, jako że około 30% środków z pierwszego filaru unijnej polityki rolnej będzie mogło być wydatkowane wyłącznie w ramach ekoschematów. Także w drugim filarze więcej pieniędzy związanych jest z działaniami prośrodowiskowymi. Jeśli nie uporządkuje się kwestii tego, kto rzeczywiście prowadzi w Polsce działalność rolniczą i na jakim rzeczywistym areale – znacząca część tych pieniędzy po prostu do rolników nie będzie mogła trafić. Opracowanie skutecznej definicji „aktywnego rolnika” jest więc w interesie wszystkich producentów rolnych.
- Trzeba to zrobić tak, i chcę to bardzo mocno podkreślić, by nikt z powodu wprowadzenia takiej definicji nie stracił. Właściciele gruntu rolnego muszą otrzymać słuszną rentę dzierżawną, ubezpieczeni w KRUSie powinni zachować ubezpieczenie i nie powinni na przyjętych rozwiązaniach stracić, ale to prawdziwi rolnicy powinni być podmiotem polityki rolnej i móc korzystać w pełni z jej instrumentów – argumentował poseł Kalinowski.

O tym, że w Polsce mamy do czynienia z wielką fikcją i ogromnym zawyżeniem liczb teoretycznych rolników względem tych, którzy rzeczywiście prowadzą działalność rolną, mówił także Rafał Mładanowicz. Opierając się na własnej obserwacji klęski suszy z lat ubiegłych, powołał się na przykład własnej gminy, w której złożono ponad setkę wniosków o oszacowanie strat, choć aktywnych rolników jest w niej… siedmiu.
-Dzisiaj najlepiej wychodzą na gospodarstwie ci, którzy nic na nim nie robią – konstatował rolnik. Podobne zdanie wyraził Łukasz Przytarski, który dodał, że także w jego gminie jest coraz więcej rolników, którzy wnioskują o dopłaty, choć nic nie robią na swojej ziemi.

O tym, że sytuacja ta stawia prawdziwych rolników w bardzo niekorzystnej sytuacji mówił Zbigniew Floriańczyk. Należy mieć jednak na uwadze – dodał - że wszelkie rozwiązania mające rozwiązać ten problem spotkają się z dużym oporem, jako że mówimy o 80% „rolników” nieaktywnych i tylko 20% aktywnych.

O kwestiach, które nie powinny budzić wątpliwości, a jednak wciąż nie są oczywiste w naszym kraju, mówiła dr hab. Beata Jeżyńska:
- działalność rolnicza jest formą prowadzenia działalności gospodarczej i to nie może budzić już żadnych wątpliwości; pora skończyć z fikcją. To jest działalność gospodarcza, która ma wpływ na PKB, jest wielkim działem gospodarki narodowej, jest częścią ustroju gospodarczego kraju. Już pora, by to uporządkować.
Według ekspertki reżim prawny powinien być zróżnicowany, jako że gospodarstwa pełnią różne funkcje: produkcyjną (gospodarstwa wielkotowarowe, niskotowarowe etc.), ekologiczną czy choćby socjalną, w której gospodarstwo jest po prostu miejscem życia na wsi. Polemizowała tu ze stwierdzeniem radcy Stefana Cieśli, według którego funkcjonująca w Polsce od lat definicja rolnika zawarta w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego jest wystarczająca.
- To nie jest uregulowane, to jest nieczytelne i niezrozumiałe dla bardzo wielu ludzi, a przede wszystkim jest to nieadekwatne do aktualnych potrzeb – mówiła Beata Jeżyńska.
Stefan Cieśla przytoczył sytuację ze swojej wsi, w której 3 duże gospodarstwa dzierżawią ziemię od wszystkich pozostałych rolników tam zamieszkujących:
- Jak rozmawiałem o czynszach dzierżawnych, to dowiedziałem się, że wydzierżawiający dostaje ziemię za darmo do uprawy, a właściciel pobiera dopłaty bezpośrednie. Jeżeli więc wprowadzimy zasadę, że dopłaty bezpośrednie otrzymuje ten, kto uprawia, to on będzie musiał zapłacić temu rolnikowi, który jest właścicielem ziemi (…) więc nic się tutaj nie zmieni.
Radcy odpowiedział poseł Kalinowski:
- Jeśli czynsz dzierżawny będzie w wysokości dopłaty bezpośredniej, to można powiedzieć, że nic się nie zmienia. Ale jednak się zmienia, bo oprócz dopłat bezpośrednich są, a w nowym WPR będą jeszcze większe, pieniądze związane z działaniami, najogólniej mówiąc, środowiskowymi. Więc taki rolnik, ten prawdziwy, jeżeli połowę gruntów uprawia bezumownie, nie może na tę połowę gruntów wnioskować o różne programy. Nie zainkasuje tych pieniędzy ani właściciel gruntu, ani prawdziwy rolnik. Chodzi o to, by właściciel gruntu wziął słuszny czynsz dzierżawny, a rolnik mógł skorzystać z dodatkowych instrumentów.
Naturalnie w dyskusji pojawiło się pytanie o metody stwierdzania, kto tak naprawdę jest w Polsce rolnikiem. Jak naprawić bieżącą sytuację, jak udokumentować fakt prowadzenia działalności rolnej?

Zdaniem prof. Beaty Jeżyńskiej nie da się uporządkować wszystkich nabrzmiałych spraw jednym aktem prawnym i jednym działaniem. Powinien być to proces raczej ewolucyjny, a nie rewolucyjny. Profesor wysunęła propozycję pierwszego małego kroku, jakim mogłoby być zastąpienie w ustawie o kształtowaniu ustroju rolnego zwrotu „rolnik indywidualny”, określeniem „rolnik aktywny zawodowo”. Taka zmiana powinna zostać powiązana z kolejną propozycją - wprowadzeniem rejestru rolników aktywnych zawodowo, na zasadzie podobnej do rejestru przedsiębiorców. Żaden z istniejących dziś kilkudziesięciu rejestrów takiej funkcji niestety nie pełni. Według ekspertki taki rejestr mogłyby prowadzić izby rolnicze, które są w terenie, znają realia i są w stanie weryfikować dane. Oczywiście wpis do takiego rejestru oznaczałby spełnienie określonych wytycznych, takich jak kryterium dochodu, kryterium wielkości produkcji – muszą to być kryteria, które pokażą, że mamy do czynienia z działalnością gospodarczą nastawioną na zysk, prowadzoną we własnym imieniu i na własne ryzyko, a nie z działalnością hobbystyczną czy przydomowym ogródkiem.

O tym, że na rolników należy nałożyć pewne obowiązki mówił także poseł Jarosław Kalinowski. Osoba, która chce być podmiotem polityki rolnej, która chce uzyskiwać dopłaty bezpośrednie, powinna móc udowodnić, że jest rolnikiem, powinna dokumentować prowadzenie działalności rolniczej. Jako przykład poseł podał wcale niemałą, bo liczącą dziś ok. 100 tysięcy osób (ok. 1/3 wszystkich aktywnych rolników) grupę, która rozlicza się z podatku VAT na zasadach ogólnych. Są to rolnicy zarejestrowani w Urzędzie Skarbowym, w ich przypadku nie ma żadnej wątpliwości, że prowadzą działalność gospodarczą. Poseł mówił także o potrzebie zastąpienia podatku rolnego, który wbrew pozorom jest bardzo wysokim podatkiem (około 5% przychodu), uproszczonym podatkiem dochodowym.
Wszyscy dyskutanci zgodzili się, że potrzeba wprowadzenia choćby minimalnego raportowania, takiego jak wydatki – przychody, jest bezwzględnie konieczna i powinna dotyczyć wszystkich rolników, nie tylko „VATowców”.
Największy „ból głowy” zdaje się wywoływać kwestia, która kilkukrotnie przewinęła się podczas dyskusji: jak wytłumaczyć 80% zainteresowanym, których uregulowanie kwestii aktywnych i nieaktywnych rolników dotyczy, że dyskutowana zmiana nie jest dla nich zagrożeniem. Definicja „aktywnego rolnika” ma przywrócić normalność, znieść patologie i pomóc prawdziwym rolnikom, ale bez szkody dla mieszkańców wsi i właścicieli gruntów rolnych.
Niechęć opinii publicznej i populistycznych polityków, których wyznacznikiem działania są słupki poparcia, a nie rzeczywista potrzeba mądrych reform, pozostają główną przeszkodą dla uregulowania omawianej kwestii.
Przed orędownikami zmian niestety długa i żmudna droga do osiągnięcia celu. Polski rząd przeciwny jest wprowadzeniu do polskiego prawodawstwa definicji „aktywnego rolnika”, która uzdrowiłaby sytuację w polskim rolnictwie.