Pejzaż noworoczny - felieton

29 stycznia 2021

Początek nowego roku szybko rozwiał nadzieje, że będzie on lepszy od 2020 roku. Grudzień przyniósł co prawda kilka zwiastunów dobrych zmian - choćby potwierdzenie, że szczepionka przeciwko Covid-19 już jest dostępna i można rozpocząć szczepienia gwarantujące powrót do normalnego życia. W grudniu zniknęła także z horyzontu kolejna groźba polexitu, która zawisła nad nami, gdy rząd Zjednoczonej Prawicy w ramach międzykoalicyjnych porachunków zaczął grozić wetem unijnego budżetu. I choć według słów wicepremiera Ziobry, premier Morawiecki, nie wetując budżetu, okazał się być „miękiszonem", należą się mu gratulacje - jakimś cudem udało się mu nie pociągnąć Polski na dno mimo silnej presji ze strony swoich koalicyjnych kolegów z Solidarnej Polski i starań zaprzyjaźnionych publicystów, którzy na okładkach prawicowej prasy wprost nawoływali do rozpoczęcia dyskusji o polexicie. Na szczęście Polska budżetu nie zawetowała, został przyjęty, a towarzyszy mu bezprecedensowy Fundusz Odbudowy, który ma pomóc unijnym gospodarkom stanąć na nogi po dramatycznym 2020 roku. Dobrą wiadomością nie tylko z perspektywy Europy wydawała się także zmiana w fotelu prezydenta USA i odejście kapryśnego i nieprzewidywalnego Donalda Trumpa, który pragnął rozpadu UE, stąd bardzo kibicował brexitowi, szedł pod rękę z Wladimirem Putinem i pełen był sceptycyzmu wobec międzynarodowych porozumień i organizacji - choćby do NATO.

Styczeń jednak odarł nas z optymizmu i nadziei szybkich zmian na lepsze. Pandemia nie mija, wciąż zbiera straszne śmiertelne żniwo, a jej dramatyczne ekonomiczne skutki dopiero zaczniemy odczuwać. Są branże, które dogorywają, ale nikt z odpowiedzialnych za ten stan rzeczy, przedłużając często absurdalne, wprowadzane znienacka i pozbawione większego sensu obostrzenia o kolejne tygodnie, nawet nie próbował określać, do kiedy będą trwać. A przecież mówimy o wirusie, którego, jak przekonywał w lipcu premier, nie trzeba się bać, który jest w odwrocie! W zalewie nieodpowiedzialnych, wręcz szkodliwych wypowiedzi rządzących, trzeba docenić, że przynajmniej prezydent Andrzej Duda ograniczył swoje publiczne występy i nie świeci, jak niedawno, złym przykładem, z dumą oznajmiając, że nie szczepi się, bo nie, albo wyznając, że nie jest zwolennikiem, gdy ktoś operuje igłą w okolicy jego ramion. Na szczęście dla prezydenta, niewielu pamięta, więc i nie pyta, gdzie są szczepionki z Ameryki, które obiecywał nam podczas odwiedzin u Donalda Trumpa.

Polska zaopatruje się w szczepionki w ramach unijnego mechanizmu zakupów. Zgodnie z umowami, podział dawek pomiędzy kraje Unii odbywa się wedle parytetu ludności. Nie jest to system idealny, ale z perspektywy Polski bardzo dobry i bezpieczny - chroni bowiem słabsze i biedniejsze państwa przed zakupami na wolnym rynku, gdzie wygrywa najbogatszy i najsilniejszy. Nie jest tajemnicą, że szczepionek jest na razie zbyt mało i dostawy nie pokrywają zapotrzebowania, a wynika to z ograniczonych mocy produkcyjnych firm, których szczepionki są już zatwierdzone. Od jesieni mówi się zresztą o tym, że wielkie dostawy szczepionek dla Unii ruszą pełną parą dopiero na wiosnę. Rząd PiS nie byłby jednak sobą, gdyby nie wykorzystał tej sytuacji do ataku na Unię. Jak zwykle nieporadny - nawet niewielka liczba szczepionek okazała się być dla Zjednoczonej Prawicy nie lada wyzwaniem logistycznym - winą za szczepionkowy bałagan obciążał już i Unię, i Niemców, i szpitale, i lekarzy. I choć szczepionek jest mało, rząd dobrowolnie zrezygnował z II transzy szczepionek Moderna - w związku z czym kilka milionów dawek przysługujących Polsce w ramach unijnego mechanizmu zaoferowano innym krajom. Tymczasem sprawne wyszczepienie znaczącej części populacji leży w interesie nas wszystkich, więc mam nadzieję, że rząd, zamiast zrzucać odpowiedzialność na innych i pozorować działanie, po prostu wreszcie zacznie działać.

Na początku roku nieciekawie wygląda także nasza sytuacja międzynarodowa. Koniec 2020, jak wspomniałem, przyniósł dobre wieści - jedną z nich jest nowy prezydent USA, ale na tym pozytywy zdają się, póki co, kończyć, gdyż dopiero teraz widać, jaką szkodę polskiej dyplomacji przez lata wyrządzały dzisiejsze pisowskie sieroty po Donaldzie Trumpie, upatrujące w tym kapryśnym i nieobliczalnym polityku największego przyjaciela polskiej sprawy. PiS, trwający w żałobie po odchodzącym prezydencie, ewidentnie nie potrafi się odnaleźć w nowych warunkach. „Prawi i sprawiedliwi" nie wydawali się choćby odczuwać zażenowania, gdy rozjuszona wypowiedziami Trumpa wataha jego nieokrzesanych zwolenników szturmowała Kapitol w futrach i hełmach, a sam Trump zapewniał, że ich kocha, że są wspaniali. Wszak, podobnie jak ci dziwaczni przebierańcy, PiS wciąż zdaje się wierzyć, że wybory w USA zostały sfałszowane, mimo że co innego mówi Kongres USA, Sąd Najwyższy, sędziowie mianowani przez Trumpa czy jego własny wiceprezydent. Szkoda tylko, że ta niefortunna dla PiSu zmiana w fotelu prezydenta USA, oznacza ogromne wyzwania dla całego naszego kraju, nie tylko przez administrację Joe Bidena postrzeganego jako rezerwat trumpizmu w Europie.  

Podsumowując, u progu 2021 ze starych przyjaciół pozostały nam jedynie Węgry (które, bardziej niż z nami, przyjaźnią się z Rosją). Nasi sąsiedzi i kraje członkowskie Unii patrzą na Polskę coraz bardziej nieufnie. Nowy rok witamy jako wciąż kraj członkowski Unii Europejskiej, ale kwestią czasu wydaje się być kolejny atak Zjednoczonej Prawicy na ideę wspólnej Europy, zwłaszcza że z nowym rokiem nie zniknęły zarzuty względem polskiego rządu - o łamanie praworządności, o szykanowanie sędziów, o naruszanie wolności mediów, o brutalne atakowanie mniejszości. I oby najgorsze w nowo rozpoczętym roku nie było to, że te nadużycia władzy nam, Polakom, spowszednieją.

Jarosław Kalinowski

Poseł do Parlamentu Europejskiego