ZIELONY ŁAD – szanse i zagrożenia dla polskiego rolnictwa

27 stycznia 2022

Konferencja zorganizowana w Senacie, 21 stycznia 2022r.

21 stycznia z inicjatywy senackiej komisji rolnictwa odbyła się konferencja poświęcona Zielonemu Ładowi. Przedstawiciele rządu, opozycji oraz organizacji zrzeszających rolników dyskutowali nad szansami i zagrożeniami, jakie wiążą się z wdrożeniem bardzo ambitnej polityki europejskiej związanej z ochroną klimatu i środowiska.

Słowo wstępne wygłosił marszałek Senatu, prof. Tomasz Grodzki, który przypomniał, że w bieżącej kadencji przyjęto formułę „senatu otwartego” – dyskusje na tak ważne tematy jak rolnictwo są bardzo pożądane i mile widziane.

Podobne zdanie wyraził przewodniczący Koalicji Polskiej, Władysław Kosiniak-Kamysz. Poseł podkreślił potrzebę merytorycznej dyskusji, którą trzeba przedłożyć nad emocje polityczne, choć te w dyskutowanym temacie są bardzo duże, a towarzyszy im niepokój odczuwany nie tylko przez rolników.

Senat, 21 stycznia 2022 r.

Wielokrotnie powtarzano podczas konferencji, że tyle będzie Zielonego Ładu, ile zostanie wprowadzone do Planu Strategicznego. Mówił o tym także pierwszym prelegent, unijny Komisarz ds. Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Janusz Wojciechowski. Komisarz podkreślił, że przyszłość rolnictwa decyduje się przede wszystkim w Planie Strategicznym, a nie w Zielonym Ładzie, który jako program wyznacza jedynie cele. O tym, jak te cele będą realizowane, precyzują krajowe plany strategiczne przygotowywane przez wszystkie państwa członkowskie UE. To w nich znajdują się prawa i obowiązki wynikające z konkretnych ustaw. Polski Plan Strategiczny został przesłany do Komisji Europejskiej i czeka na zatwierdzenie. Do czerwca br. jest czas, by wprowadzić do projektu potrzebne zmiany i postulaty. O ich zgłaszanie, o opiniowanie polskiego planu strategicznego przez organizacje rolnicze apelował komisarz Wojciechowski. Rolnicy zgromadzeni na sali wyrazili jednak wątpliwość, by udało się uwzględnić ich postulaty w ciągu najbliższych miesięcy, skoro do tej pory ich apele nie znalazły posłuchu, a do samych ekoschematów izby rolnicze wysłały setki zastrzeżeń.

W swoim wystąpieniu wiele miejsca komisarz poświęcił wsparciu małych i średnich gospodarstw:

- Wsparcie dla małych i średnich gospodarstw to główne założenie tej reformy, i to musimy zrobić. Nie możemy dopuścić, by znikały małe gospodarstwa. Gospodarstwa znikają nie przez zielony, ale przez czarny ład. Trzeba dać szansę małym i średnim rolnikom, by mogli przetrwać i się rozwijać – mówił komisarz Wojciechowski.

Wątek ten wzbudził bardzo wielkie emocje w dalszej części dyskusji, polski projekt planu strategicznego zakłada bowiem tzw. płatność redystrybucyjną, czyli dodatkowe wsparcie dla gospodarstw małych i średnich do 50 ha. W dalszej części dyskusji mówił o tym prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz:

- Wspiera się małych [rolników], a w tej grupie jest najwięcej tych, którzy rolnikami nie są. 50ha to minimalna powierzchnia, która pozwala się rodzinie utrzymać. Żadną polityką rolną nie utrzymamy ludzi w małych gospodarstwach i nie sprawimy, że będą mogli z tego żyć. Rządzi ekonomia. Podtrzymujemy absurdy, zaczynamy walczyć z gospodarstwami towarowymi. Zachętą powinno być to, co robię, a nie hektary ziemi. Błędem jest płatność redystrybucyjna dla gospodarstw małych – definiowanych jako te o powierzchni do 50ha. Czy jak mam 51ha to jestem już nieekologiczny?

Tymczasem zdaniem komisarza Wojciechowskiego rolnictwo nie musi być wielkoprzemysłowe, by było wydajne. Potwierdzać tę tezę ma podany przez komisarza przykład Włoch, które są liderem produkcji rolnej w Europie ze średnią wielkością gospodarstwa 11 ha. Gdyby decydowała wielkość gospodarstw, kontynuował komisarz, liderem produkcji byłyby Czechy ze średnią wielkością gospodarstw 130ha.

Komisarz Wojciechowski podkreślał ponadto, że w tej reformie nie ma przymusu:

- Fakt, że Zielony Ład zakłada 25% upraw ekologicznych nie znaczy, że każdy rolnik ma ¼ swojej ziemi przeznaczyć na uprawy ekologiczne.

W tym miejscu zauważył, że rolnictwo ekologiczne w Polsce to powierzchnia 3-3,5%. Polski plan strategiczny zakłada podwojenie tej produkcji. Janusz Wojciechowski wspomniał także o perspektywach, jakie rysują się przed rolnictwem węglowym (carbon farming).

Wystąpienie komisarza Wojciechowskiego wywołało najwięcej emocji pośród zgromadzonych, o czym świadczyły wzburzone głosy z sali, które kilkukrotnie przerywały to wystąpienie.

O szczegółach polskiego Planu Strategicznego mówił wicepremier Henryk Kowalczyk. Minister rolnictwa zauważył, że Polsce jest znacznie bliżej do realizacji celów Zielonego Ładu niż innym krajom europejskim, dlatego trzeba traktować go jako szansę, mimo że wyzwania są bardzo duże. Minister podkreślił, że w przypadku dyskutowanej reformy obracamy się w konkretnych, przesądzonych już ramach finansowych. Omawiany Plan Strategiczny obejmuje okres 5 lat. Pula środków finansowych jest zamknięta.

Wicepremier Kowalczyk podkreślił, że dużym wyzwaniem jest redukcja stosowania nawozów i środków ochrony roślin. W tym kontekście wspomniał premiowanie usług w rolnictwie, takich jak rolnictwo precyzyjne, dzięki któremu nawożenie może być bardziej zrównoważone.

Kolejnym prelegentem był jeden z największych specjalistów w dziedzinie europejskiego rolnictwa, pan Jerzy Plewa, który na wstępie zaznaczył, że bez rolnictwa i leśnictwa nie da się osiągnąć celów Zielonego Ładu, zaś Plan Strategiczny to bardzo obszerny dokument liczący setki stron, ale – tu minister zgodził się z komisarzem Wojciechowskim – to właśnie plany strategiczne są najważniejszym dokumentem w dyskusji na temat Zielonego Ładu. W swojej prezentacji minister Plewa skupił się na wskazaniu – jego zdaniem – dobrych i słabych stron polskiego projektu Planu Strategicznego.

Fragment prezentacji ministra Plewy

Według Ministra większe możliwości i samodzielność w kształtowaniu zasad WPR, jakie Unia daje państwom członkowskim, oznaczają także większą odpowiedzialność tychże – w planie strategicznym należy wykazać, jak państwo członkowskie zamierza osiągnąć unijne cele, a będzie to kontrolowane przez Komisję Europejską. Tym, co budzi niepokój ministra Plewy jest dystans, jaki dzieli polskich rolników od osiągnięcia wyznaczonych w projekcie celów, takich jak zmniejszenie poziomu zużycia antybiotyków.

Minister Plewa także odniósł się do wspomnianej płatności redystrybucyjnej, którą uważa za duże zagrożenie dla gospodarstw większych niż 50 ha. Zdaniem ministra to właśnie większe gospodarstwa sfinansują dodatkowe wsparcie małych gospodarstw.

Jako przykład niezrozumiałych do końca zabiegów Plewa podał proponowane dopłaty do buraków cukrowych rzędu 300 euro/ha, chociaż wprowadzając opłatę cukrową rząd zamierzał przecież zniechęcić do kupowania cukru, czyli zmniejszyć popyt krajowy. Choć możliwości eksportu także są znacznie ograniczone, rolników zachęca się do produkcji buraków, a środki na to przeznaczone wynoszą właściwie tyle samo, ile rząd zamierza przeznaczyć na rolnictwo ekologiczne.

Według ministra Plewy duże zagrożenie wiąże się z realizacją ekoschematów – ze względu na brak definicji aktywnego rolnika wielu polskich producentów rolnych nie będzie mogło sięgnąć po środki przeznaczone na ten cel.

Fragment prezentacji ministra Plewy

O braku definicji aktywnego rolnika i związanych z tym zagrożeniach szerzej mówił poseł do Parlamentu Europejskiego Jarosław Kalinowski. W Polsce mamy do czynienia z ogromnym problemem ustrojowym, który wymaga podjęcia natychmiastowych działań. Poseł Kalinowski po raz kolejny apelował do rządzących o uporządkowanie kwestii tego, kto powinien być wspierany środkami przeznaczonymi na rolnictwo. Nikt nie ma bowiem wątpliwości – a potwierdzają to dane naukowców – że choć o dopłaty aplikuje w Polsce 1 300 000 podmiotów, to w praktyce niewielka część z nich to prawdziwi rolnicy. Szacuje się, że ci, którzy rzeczywiście orzą i sieją to nie więcej niż 400 000 osób, reszta pobiera dopłaty wyłącznie z tytułu posiadania gruntu rolnego, choć ich ziemię uprawia kto inny, zazwyczaj bezumownie. Oddawanie ziemi w bezumowną dzierżawę stało się nagminną praktyką, a dopłaty stały się formą zapłaty dla właściciela za „użyczenie” ziemi pod uprawę. Utrzymanie tej fikcji będzie miało jednak coraz poważniejsze konsekwencje, zwłaszcza gdy wejdą w życie nowe przepisy WPR. Rolnik, który prowadzi produkcję rolną w „szarej strefie” nie ma możliwości, by ubezpieczyć znajdujące się tu uprawy; oficjalnie nie użytkuje ziemi, za którą dopłaty pobiera właściciel, więc tworzone przez rolnika plany nawozowe także są fikcyjne - nie mogą uwzględniać areałów użytkowanych bezumownie. Podobnie rzecz wygląda w kwestii dopłat do paliwa rolniczego. Gdy 1 stycznia 2023 roku wejdą w życie nowe zasady WPR, rolnik, który użytkuje ziemię, za którą dopłaty pobiera kto inny, będzie miał jeszcze większy problem.

Poseł Kalinowski przypomniał korespondencję, jaką kierował w tej sprawie do najważniejszych osób w państwie, w tym do byłego ministra rolnictwa, poprzednika wicepremiera Kowalczyka. Udzielone wówczas przez ministerstwo odpowiedzi były lekceważące. Z jednej strony ministerstwo negowało istnienie problemu, z drugiej podkreślało potencjalne problemy dla administracji, jeśli doszłoby do postulowanych zmian.

Tymczasem nowe unijne prawodawstwo znaczne kompetencje kreowania krajowych zasad Wspólnej Polityki Rolnej przekazuje władzom w Polsce. To w gestii władz krajowych jest rozwiązanie problemu niesprawiedliwej dystrybucji dopłat, które w dużej mierze nie trafiają dziś do rolników. To władze krajowe decydują, komu przyznają pieniądze i w jakiej wysokości. Poseł wspominał niedawną dyskusję na forum UE – mówiono wtedy, że większe kompetencja dane państwom członkowskim oznaczają renacjonalizację unijnej polityki rolnej. Według niego w odpowiedni sposób zostało to zrównoważone, zważywszy na różne uwarunkowania poszczególnych państw tworzących UE.

Unia wymaga jedynie, by w każdym krajowym planie strategicznym określono definicję aktywnego rolnika, czyli podmiotu uprawnionego do pobierania dopłat. Zapis ten zobowiązujący do opracowania i wdrożenia odpowiedniej definicji znalazł się w unijnym rozporządzeniu dzięki staraniom posła Kalinowskiego. Jednak o tym, jak taka definicja będzie wyglądała, decydują już władze w Polsce, a te nie są zainteresowane naruszaniem status quo (zgodnie z którym rolnicy otrzymujący do 5000 euro płatności bezpośrednich z automatu uznani są za rolników aktywnych, bez konieczności dokumentowania prowadzenia działalności rolnej). Z prostego wyliczenia wynika, że dotyczy to właścicieli posiadających do ok. 30ha ziemi rolnej.

Poseł Kalinowski zauważa, że rolnicy, którzy rzeczywiście orzą i sieją nie mają żadnego problemu z udowodnieniem prowadzenia działalności. Już dziś ponad 100 000 gospodarstw w Polsce rozlicza się z VAT na zasadach ogólnych. W rejestrach agencyjnych znajdują się wszyscy, którzy prowadzą produkcję zwierzęcą. Prowadzone są także rejestry gospodarstw ekologicznych.

Postulując konieczność uregulowania kwestii tego, kto rzeczywiście jest rolnikiem i z tego tytułu powinien pobierać dopłaty, poseł Kalinowski wyraźnie zaznaczył jednak, że konieczność ewidencjonowania prowadzenia działalności rolnej nie może uderzać we właścicieli gruntów, którzy, chociaż działalności rolniczej nie prowadzą, a ziemię oddali w bezumowną dzierżawę, ubezpieczeni są w KRUS. Poseł uważa, że takie osoby powinny ubezpieczenie zachować.

Jeżeli rząd nic w tej sprawie nie zrobi, fikcja będzie trwała nadal, a tracić będą na niej prawdziwi rolnicy. Jest to właściwie ostatni moment, by zmienić przepisy – póki polski plan strategiczny nie został zatwierdzony przez Komisję Europejską.

Równolegle do nowego WPR będą wdrażane założenia Zielonego Ładu. I tu mamy niecały rok, by zdefiniować wyzwania i wskazać zagrożenia, z jakimi przyjdzie nam się mierzyć. Problem związany z tym, że w Polsce rolnika definiuje się przez fakt posiadania ziemi, a nie prowadzonej działalności, będzie miał negatywne reperkusje w wysokości dopłat bezpośrednich – tylko realizując tzw. ekoschematy, czyli prowadząc określoną działalność rolniczą, rolnik będzie mógł powiększyć wysokość dopłat, sama dopłata bezpośrednia będzie bowiem niższa niż dotychczas.

Wspomniane ekoschematy w I filarze będą obowiązkowe dla państw (czyli muszą być uwzględnione w planach strategicznych), dobrowolne dla rolników.

Odnosząc się do wpływu, jaki założenia Zielonego Ładu będą mieć na rolnictwo, poseł Jarosław Kalinowski zwrócił uwagę na zagrożenia związane z planami obniżenia dawek stosowanych nawozów i stosowanych antybiotyków. Niewiadomą pozostają poziomy referencyjne, do których będą odnosić się poszczególne państwa. Aktualny projekt planu strategicznego przewiduje obniżenie nawożenia o 12%, antybiotyków – o 7%. Choć zrealizowanie takiego planu w polskich warunkach byłoby realne, nie wiadomo, czy projekt spotka się z akceptacją komisarza Franza Timmermansa, który odpowiedzialny jest za program.

Poseł Kalinowski zwrócił także uwagę na ujawnione niedawno, a wcześniej zatajane przez wiele miesięcy, dwa raporty, które powstały na zlecenie Komisji, dotyczące wpływu realizacji Zielonego Ładu na europejskie rolnictwo. Z analiz wynika, że istnieje duże ryzyko obniżenia produkcji rolnej i znacznego zmniejszenia dochodów rolniczych. Jeżeli potwierdziłyby się wnioski płynące z tych raportów, byłaby to katastrofa dla zarówno dla producentów, jak i konsumentów. W kontekście bardzo ambitnych wymogów względem europejskich rolników zastanawiające jest także, jak Komisja Europejska zagwarantuje, że produkty, które będą docierały do Unii Europejskiej spoza Wspólnoty, będą spełniały wyśrubowane normy, których wymaga się od europejskich rolników.

W dyskusji, jaka wywiązała się po wypowiedziach prelegentów, pojawiało się wiele głosów krytycznych względem projektowanych zmian oraz obaw, które dotyczyły głównie czasu, który wydaje się nie być wystarczający, by przygotować się na zmiany. Zgromadzeni rolnicy i przedstawiciele organizacji rolniczych nie tylko wytykali braki w polskim planie strategicznym, ale też zwracali także uwagę na inne, ich zdaniem, ważne kwestie, np. rolę rolnictwa w produkcji energii, problemy trapiące produkcję zwierzęcą.